• Wpisów:180
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:10 dni temu
  • Licznik odwiedzin:25 650 / 725 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Siedzę i płaczę, ot tak właśnie kończy się dzisiejszy dzień.

Na rozmowie poszło mi dobrze, ale nie taki hajs jakiego oczekiwałam, do piątku mają dać odpowiedź, czy będzie pozytywna czy negatywna. Nieważne.

Znowu płacze przez to, że nie mam faceta, dziecka, męża i jestem sama jak palec. Ja wiem, że mam mamę, babcię, rodzeństwo, znajomych, koleżanki itd., ale to nie to samo. Mogę sobie wmawiać ile tylko chcę, to i tak nic nie zmieni. Płaczę, beczę i ryczę. Kolejny ból i złamane serce, naprawdę tego nie rozumiem, nie mogę tego pojąć o co w tym wszystkim chodzi. Nie mogę sobie tego wytłumaczyć, nie mogę się z tym pogodzić.
Jest mi niedobrze, trzęsę się z niewiadomych powodów, jest tak beznadziejnie, że sama nie wierzę, że się do takiego stanu doprowadzam. Ale w tej chwili nie mogę tego opanować.
Jakoś niektórzy mają lekko w życiu, wszystko się im udaje, a tu nawet nie ma punktu zaczepienia, ciągle jakaś katastrofa, klęska albo problem, nawet miesiąca spokoju nie ma, jakiejś odskoczni, poczucia bezpieczeństwa, czy oparcia.

O co tak naprawdę chodzi w tym dorosłym życiu?

Dokąd to wszystko zmierza?

Jutro się ogarnę, jutro będzie lepszy dzień, może jutro.

Trzeba walczyć, ale w imię czego? Szczęścia? Jakiego ku*wa szczęścia??
 

 

Moja poczytalność zostawia wiele do życzenia, bez kitu…

Zaczynam ponownie odczuwać silny stres związany z rozmową kwalifikacyjną? Czy w związku z tą dziwną sytuacją z Damianem? Nie wiadomo, a może to kumulacja? Na pewno kumulacja.
Jutro mam przed pracą spotkać się z KM, byłym kierownikiem, który zaoferował dać mi wskazówki co powiedzieć, jak może wyglądać taka rozmowa itd. Bardzo miło z jego strony, naprawdę jestem pod wrażeniem, że istnieją jeszcze ludzie, którzy potrafią coś zrobić bezinteresownie. To chyba jedyna osoba, która w pewnym chociaż stopniu rozumie chęć zmiany pracy i otoczenia. No nic, jutro zobaczę co tam mi powie ciekawego, zaraz się muszę wziąć za przygotowanie we własnym zakresie, a we wtorek wielki dzień. Nie no dobra, nie będę tego ubierać w wielkie zjawisko, mam podejść do tematu na spokojnie, z ciekawością i rozeznaniem na przyszłość. Nie mogę się spinać i tego muszę się trzymać. Hłe hłe, łatwo powiedzieć, czy napisać. Z wykonaniem jest o niebo trudniej. Zrobiłam krok do przodu, nie cofnę się przecież, będę myśleć pozytywnie, ten rok musi zakończyć się czymś optymistycznym, no nie ma innej opcji.

No dobra to biorę się za coś… za robotę najlepiej…

O_o

(wahania nastroju, zmienne co sekundę)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chodzę cały dzień i myślę, analizuję i znowu myślę. Tak czułam, że tak będzie wyglądał mój dzień wolny na wsi. Na co dzień zajęta wszystkim innym to jeszcze jest jakoś względnie, ale jak już mam więcej wolnego czasu to już kaplica się robi.
No i tak sobie myślę na zmianę, to o zmianie pracy, to o Damianie- z przewagą rozkmin o Damianie. Nie mogę zrozumieć tego co się stało. Kurcze jak sprzątałam (myjąc podłogę) doszłam do genialnego przemówienia jakie sobie wymyśliłam, kiedy z nim pogadam… i zapomniałam… xD
Niech się zastanowię… o już wiem!
Oto moja przemowa:
Musisz mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie dałeś mi/ nam szansy spróbowania zaradzić dzielącej nas odległości? Nawet nie pozwoliłeś mi na to bym mogła Ci pokazać, że warto, bo tak szybko się to skończyło. Naprawdę uwierzyłam, że to jest to czego szukam, od samego początku byłam tego pewna. Na dzień dobry spałeś na kanapie, bo chciałam Ci pokazać, że jestem warta więcej, niż tylko jednorazowego przespania się. Uszanowałeś moją decyzję- myślę sobie super! Później zdecydowaliśmy, że pojedziemy na Słowację, fajnie, ale mało tego- Ty chcesz pokazać mnie swoim znajomym, to duże wyzwanie (może myślisz tak samo, że to będzie to?), zobaczymy. Było naprawdę cudownie, Ty adorowałeś mnie, a ja Ciebie. Codziennie sobie wmawiałam i tłumaczyłam, żebym uważała, to może się skończyć, hamuj swoje zapędy, bądź ostrożna. Ale na co mi ostrożność? Skoro całujesz mnie w czoło, całujesz wnętrze mojej dłoni, troszczysz się. Powoli moja czujność zaczyna być usypiana… Obudziła się znowu, kiedy spaliśmy razem i to ja Ciebie przytulałam, a Ty się odwracałeś tyłem… Kaśka- mówię sobie, nie szukaj dziury w całym, jest dobrze, rozmawialiśmy, że nie mówisz o swoich uczuciach, ale starasz się je okazywać. Uspokoiłam samą siebie. Co się stało? Ostatnio to Ty przytulałeś mnie w nocy! Boże wspaniale, angażujesz się. Moja czujność została uśpiona. Byłam z Tobą szczęśliwa, żyłam sobie od weekendu do weekendu, cieszyłam się każdą chwilą, którą mogliśmy spędzić razem i nie mogłam się doczekać następnej, jak tylko się rozstawaliśmy. Byłam przekonana, że Ty też jesteś szczęśliwy, że dobrze jest nam razem, każde z nas wie czego chce i wzajemnie będziemy się napędzać. Niestety nie zdążyłam się dowiedzieć, co działo się w Twoim życiu wcześniej, czego doświadczyłeś, co przeżyłeś, czego się obawiasz. Poznałam jakieś szczątkowe informacje, ale całym sercem dążyłam do tego, żeby Ci pokazać, że chce dla Ciebie wszystkiego co dobre i to wszystko Ci mogę oferować. Więc powiedz mi, dlaczego tak naprawdę stwierdziłeś, że nie warto dalej w to inwestować, warto próbować, musisz mi to wyjaśnić, bo nie mogę się z tym pogodzić, nie mogę tego zrozumieć, nie mogę odpuścić i to mnie bardzo gnębi…
 

 
Dzisiaj środa, trochę czasu już minęło od niedzieli. Nadeszła więc pora, aby w końcu poruszyć temat D. i to co się wydarzyło właśnie w niedzielę… cała kumulacja, która zburzyła moją jedyną alternatywę spokoju…

Zacznę od tego, że z pozornie niewinnej rozmowy z PK. wywiązała się ogromna, emocjonująca rozmowa… Zaczęło się od tego, że chcę w poniedziałek porozmawiać z JZ., tak jak z resztą zaplanowałam, ale bez jego obecności. I się zaczęła awantura wręcz, on podniósł głos i ja podniosłam głos. Powiedział, że nie może tak być, że on przy takiej rozmowie nie będzie obecny, bo to on jest moim przełożonym i jak się nie mógł dogadać z JZ to nie poleciał do kierownika Polski, tylko szukał rozwiązania tematu u źródła, że jak ja sobie to wyobrażam, że będę go oczerniać i on nic nie powie, że sobie nie pozwoli, żebym tak go potraktowała. Że to nie prawda, że wykonuje jego obowiązki, że chyba mi się coś pomyliło, jeśli myślę, że jestem kierownikiem, bo to on nim jest i nie pozwoli na to bym tak mówiła. Że wcale nie robię aż tyle itd. Normalnie przeklinał i bardzo podnosił głos, w końcu mnie wyprowadził z równowagi i też zaczęłam się zachowywać jak on. Naprawdę nie miałam ochoty kontynuować tej rozmowy, a on gadał i gadał… Skończyło się na tym, że porozmawiamy razem o podwyżce i przeniesieniu na inny sklep.

Później napisałam do Damiana o wszystkim.
D: Chcesz zostać w tej pracy?
Ja: Zostanę do końca roku, ewentualnie do stycznia, ale chce się zwolnić. Wiem że sporo zarabiam, ale już mam dość tych wszystkich ludzi, może po prostu nie nadaje się do korpo i do zarządzania ludźmi
D: Teraz to już do lutego…
Ja: W lutym zaczyna się u nas rok budżetowy, ale dzisiaj wysłałam pierwsze cv, więc jak się trafi oferta to zwolnię się wcześniej, dlatego też chciałam zmniejszyć ratę kredytu, na wypadek gdybym miała zarabiać najniższą krajową
D: Bez sensu… ja już się denerwuje że się nie widujemy a tu jeszcze tyle czasu...
Ja: Ruszyłam z tematem, teraz będę wysyłać cv systematycznie, patrzę na Mielec i okolice, nie mogę sobie pozwolić na to by się zwolnić i siedzieć w domu i szukać, staram się naprawdę
D: Jesteś już w domu?
Ja: Jestem w pracy, zadzwonię do Cb tak koło 22?
D: Mhm, bo musimy pogadać…

No i tutaj się zaczęło… określenie „musimy pogadać” i trzy kropki nigdy nie wróży nic dobrego… Co za fatalny dzień, oczywiście nie wytrzymam do końca zmiany, jak to było koło 19tej. Dzwonię. Pytam o czym chce porozmawiać, nie chciał nic więcej powiedzieć oprócz tego, że o nas… Zajebiście… zostawi mnie…

Jakoś wytrzymałam, czas dłużył się niemiłosiernie, straciłam apetyt, było mi niedobrze… Dotarłam do domu, jeszcze kurtki nie zdjęłam. Dzwonię.
Zapytałam się na dzień dobry: nie mów, że chcesz mnie zostawić…, a czy ja powiedziałem, że chcę? Mówi mi, że obiecał, że jeśli będzie coś nie tak to będzie ze mną rozmawiał, dlatego też rozmawiamy. Zapytał co do niego czuję, hmm no ja jestem już zakochana… a On był zakochany na początku, a teraz się oddalamy przez to, że się nie widzimy, albo jak się widzimy to jedno zawsze jest w pracy i nie wie. Że on chce mnie widzieć codziennie i kiedy odczuwam taka potrzebę to chce być przy mnie i tak samo, jeśli On tego potrzebuje, a nie myśleć, że jestem za daleko. Nie chce żebym się przeprowadzała tylko i wyłącznie dla niego, chce żeby to była moja decyzja. Odpowiedź, że tak jest w ogóle go nie przekonała. Zmienić pracę chciałam już o wiele wcześniej niż On się pojawił… dobrze Mielec nie był lokalizacją, którą brałam pod uwagę, ale zmiany pracy nie rozpatrywałam w kategorii lokalizacji- zmienić i byle by to nie była Warszawa. Później powiedział, że jeśli tak jest naprawdę to chciałby żebym szukała też w innym mieście. A on to musi przemyśleć, bo na już to i tak się to nie zmieni, tylko będzie rozwleczone w czasie i On sam nie wie. Pojawiło się też moje ulubione określenie, że jestem najfajniejszą dziewczyną jaką poznał i że jest naprawdę fajnie, że się dogadujemy, rozmawiamy itd.

Pisałam później z Izą…
I: Brakuje mu spotkań z Tobą, ale nie chce żebyś się przeprowadzała dla niego. Takie to trochę wykluczające się
Ja: Tak jakby chcę, a boję się
I: No dokładnie. Ale czego się boi? Przecież nie bierze z Tobą kredytu ani ślubu już.
Ja: Zapytałam czy mam się do niego nie odzywać, skoro chce sobie przemyśleć, czy co. To powiedział że chce żebym się odzywała, że niemość, że się nie widzimy to jeszcze nie będę się odzywać. No tak mu tłumaczę, że pracę chciałam zmienić, że ok. Mielca nie brałam pod uwagę, ale każde miasto tak naprawdę byle nie WWA, a skoro ustaliliśmy, że nie będziemy mieszkać razem, to nawet jeśli ze mną zerwie to nie będzie komplikacji, ale gadaj mu zdrów, ubzdurał sobie, że będę go oskarżać i koniec. Mogę sobie swoje gadać i on swoje. Iza czy Ty uważasz, że on mnie zostawi?
I: Brakuje mu Ciebie i gada takie bzdury.
Ja: Powiedział, że chciałby mnie mieć codziennie i wtedy kiedy mnie potrzebuje, a nie myśleć że jestem daleko.
Iza ja naprawdę jestem w stanie jebnąć to wszystko i lecieć do niego. Zdaje sobie doskonale z tego sprawę, że może nic z tego nie być. Jestem tego świadoma, ale dalej nie zmienia to faktu, że chce to zrobić. Chce podjąć takie ryzyko. Wiem, że dla innych to źle i że tak się nie powinno sugerować innymi, ale ja czuje że tego chcę. Boję się, ale jestem zdeterminowana, żeby to zrobić z poniesieniem konsekwencji.
I: nie wiem Kasia. Naprawdę szczerze nie wiem. Tak bardzo jest to rozbieżne. Że chce Cie obok, ale de facto nie chce. I żebyś szukała w innych maistach. Ale zależy mu na Tobie na pewno, więc nie sądzę żeby Cie zostawił. Po prostu on tęskni, a raczej nie był przygotowany na to i chyba bije się z myślami jak to rozwiązać
Ja: Tak powiedział, że zdawał sobie sprawę z tego, że związek na odległość będzie ciężko, ale nie myślał, że tak to będzie wyglądało
I: Okej to jest fajne romantyczne ale czy on nie odbierze tego jako aktu desperacji z Twojej strony?
Ja: Powiedziałam mu też od razu, że ja do niczego nie chce go przymuszać, żeby nei myślał o mnie w takiej kategorii, że jestem zakochana to on ma wobec mnie jakieś zobowiązania
I: To jak tak powiedział to na pewno on zaczyna się angażować i mu źle, że nie może się z Tobą spotkać po pracy i w ogóle.
Ja: No Iza mi się wydawało, że ja to widzę, że on się mocniej angażuje, dałbym sobie za to rękę uciąć, z resztą mówiłam Ci, że się przytula itd., a teraz stworzył sytuację na ostrzu noża. Tyle, że ja nie mogę mu w tym pomóc, sam musi podjąć decyzję.
I tak samo też mu powiedziałam to, że mi zależy i jestem w stanie zrobić wszystko co w mojej mocy byśmy oboje byli zadowoleni, ale to on musi zdecydować czy tego chce
I: A najgorsze że nie możesz nawet pytać, czy już podjął. W sumie to nad czym on myśli? Czy chce być z Tobą ma CI powiedzieć czy co? Bo tego nie zrozumiałam? Czy tak sobie pogadał żeby pogadać i w sumie to żadnych konkretów nie powiedział?
Ja: Sama nie wiem, bo nie powiedział, że musi podjąć tak albo nie, skończyło się na tym, że musi przemyśleć to o czym rozmawialiśmy, bo nie wie… to kto ma wiedzieć
I: Jakie to w ogóle podłe z jego strony… to Ty rozumiem masz teraz czekać na jego decyzję jak na wyrok?
Ja: No tak jakby… Ja to już raczej będę myśleć, że nic z tego, no bo innego może pomyśleć, olśnienia nie dostanie jak będzie myślał o tym jeszcze dzień, dwa czy tydzień
I: Tak szczerze Kasia, ja nie wiem czy on jest warty zrezygnować nawet z Internetu dla niego, a co dopiero z pracy czy mieszkania. Chcesz rzucić wszystko żeby ratować związek, a on decyzje będzie sobie podejmował i myślał nad nią. Weź bądź trochę bardziej suką i niech On za Tobą biega, a nie odwrotnie. Jesteś warta bardzo dużo i on powinien Cie błagać o bycie z Tobą, a nie łaskawie raczyć być z Tobą
Ja: i w tym cały paradoks, że ja tak właśnie uważam, mimo tego, że jest mi strasznie przykro, że znowu to się powtarza. No ja taka być nie umiem, totalnie nei radze sobie w związkach, jestem bardzo uczuciowa i nie umiem tego zmienić
I: Może jak będziesz bardziej zdystansowana to on się zmieni. Bo zawsze jest tak, że chcemy to czego mieć nie możemy. Musisz chwilę nie być sobą i za każdym razem teraz jak będziesz chciała być miła bądź dobra, masz sobie myśleć: a co by Iza na to powiedziała? I zobaczysz, że moment Ci się odmieni bycie za dobrą.
I tak właśnie sytuacja wygląda, w zasadzie nic się nie zmieniło. W poniedziałek już miałam nadzieje, że dzwonili w odpowiedzi na ofertę pracy, nawet mu napisałam. Odpisał, że super, a tak się martwiłam czy znajdę pracę… Ja się martwiłam? Ma rozdwojenie jaźni czy co? W każdym bądź razie, nie dzwonili z ofertą pracy tylko z banku, bo Karolina nie wpłaciła raty na czas… Później oczywiście nie wytrzymałam i zaczęłam drążyć temat, ale mnie zbył.
Zapytałam, czy chce, żebym przyjechała w piątek wieczorem i w sobotę pojechała rano, a on mi odpisał…
D: To że przyjedziesz na jeden wieczór to i tak nic nie zmieni
Ja: Co to znaczy? Podjąłeś decyzję?
D: Nie
Ja: Chce Cie po prostu zobaczyć i tyle
D: Wiem, ale prosiłem Cie żebyś się zastanowiła, ja też muszę
Ja: ok.
D: Nie chcę żebyś się złościła, albo żebyśmy na siłę spędzali czas ze sobą
Ja: Nie złoszczę, nie interesuje mnie życie na siłę, choć dałabym wszystko za to żeby to się dobrze skończyło, ale do tematu nie będę wracać, będziesz chciał to sam powiesz
D: To dobrze

No i tak sobie konwersujemy ogólnie o wszystkim i niczym… Za każdym napisanym: dzień dobry Kasiu, dobranoc Kasiu… pęka mi serce… już nie ma żabki…
Ile mam czekać?
 

 
Przespałam się wieczorem, jutro mam na drugą zmianę, więc mogę jeszcze posiedzieć. Akurat wypiję herbatę, podsumuję dzień i będę go mogła skończyć z czystym sumieniem

W pracy bez większych zmian, staram się jak mogę nie denerwować, wstrzymywać z wszelkimi komentarzami, ale czasem już po prostu nie mogę… PK. cały czas za mną chodzi albo potrzebuje mojego towarzystwa w pobliżu, przez co ja nie mogę za wiele zrobić. Tyle ile mi się uda jak go nie ma, a potem to tak z doskoku. Ale dzisiaj dla odmiany wkurzył mnie ktoś inny... Byłam na magazynie, pomagałam chłopakom na dostawie. Oczywiście KR. swoje filozofie życiowe zaczął wypowiadać… ha ha hi hi żenada, Przyszedł jeszcze ktoś inny, dyskusja się wywiązała. Zaczęli coś opowiadać o tym, że firma dba o to by nie urazić nikogo towarem, który sprzedaje, nie wiem jak to się fachowo określa, nie ważne. KR. coś mówił o koszulkach z odwróconym krzyżem straszna rozkmina i pierdolenie o tym bez końca.
Naprawdę nie mam ochoty wysłuchiwania wszystkich wkoło i narzekania na wszystko co się da, nawet na tak abstrakcyjne rzeczy jak jedzenie lub nie jedzenie słodyczy. Rozgoniłam towarzystwo, to się poobrażali. Nawet nie chce mi się po raz kolejny kogoś przepraszać za coś co jest dla mnie tak nie istotne, no ale nic. Chciał nie chciał jestem ich przełożonym, czy im to odpowiada czy nie.
W zasadzie jednak ta historia jest nieistotna, chociaż może być powiązana z tym co chcę za chwilę napisać. Dorabiam metki na magazynie, bo od nadmiaru tych wszystkich rzeczy za chwilę nie będzie się dało korzystać z windy towarowej, nikomu to oczywiście nie przeszkadza, by the way..
Robię sobie te meteczki, przychodzi PK. i mówi, słuchaj jak JF. wróci z przerwy to chciałbym jeszcze z Tobą porozmawiać. Hmm o co chodzi? Nie wiem, w pierwszym momencie pomyślałam sobie, że może zwęszył, że napisałam do JZ, no nic poczekam to się dowiem, poszedł sobie. Za 10 min wraca i mówi, chodź teraz, bo nie mogę już czekać, chce teraz pogadać. No dobra to idę z niewyraźną miną, ale idę. Będzie co będzie. Zamyka drzwi od biura (zawsze to wywołuje we mnie stres) i pyta się.
Rozmawiałem przed chwilą z Izą, która mnie zaczepiła i zapytała czy sytuacja z twoim odejściem jest wyjaśniona, mówię, że tak, że rozmawialiśmy i wszystko jest jasne… Zapytała się mnie czy jestem tego pewien? Stąd moje pytanie, czy my wszystko między sobą mamy wyjaśnione, czy o czymś mi nie mówisz?
No ręce mi opadły, przepraszam z góry za słowo, po chuj się wtrąca, jak nikt jej o to nie prosi. No taki z niej czasem szpont, że naprawdę, wszędzie jakby mogła to by kręciła awantury, nic na spokojnie. Ok, taki charakter ja rozumiem i jest to czasem potrzebne, ja też się często wkurzam na wszystko i na wszystkich, ale raczej chcę załagodzić sytuację, a nie od razu z buzią i awanturą wyskakiwać. Nie pytałam jej o tą sytuację, powiedziałam PK., że może to po złości zrobiła, bo się obraziła, ale ja nie mam mu nic więcej do powiedzenia w tym temacie.
Powiedział mi, że chce porozmawiać z JZ po mojej ocenie, w zasadzie powiedziałam mu, że w poniedziałek chciałam sama z nią pogadać. Powiedział, że w sumie mu to bez różnicy, ale wolałby sam pierwszy jej powiedzieć.
Nie interesuje mnie to, ja chce z nią porozmawiać w poniedziałek, taki mam plan i tego się będę trzymać. Miał ponad tydzień czasu na załatwienie sprawy, nie zrobił tego, więc to już nie moja sprawa. Tyle w tym temacie.
Oliwy do ognia dołożyła dzisiaj też NS., ja nie wiem, czy ja odczuwam przesyt koleżankami, czy jak, ale po prostu wszyscy mnie drażnią. Dzisiaj napisała mi wielkiego sms z pretensjami, że po co PK. do niej dzwoni, a skąd ja mam to wiedzieć i co mnie to obchodzi? Równie dobrze może to wszystko jemu przekazać, a ja nie muszę tego słuchać…
N: Po co PK. do mnie dzwonił? Czy ja w zeszycie napisałam że macie do mnie zadzwonić? I milion razy będzie pytał czy będę na Asamie jak z nim rozmawiałam od tygodnia, że nie będę i udaje że on nie wie
Sama do mnie dzwoni jak ja mam wolne, a do niego ma pretensje i jak wnioskuje po tym sms do mnie również. Wczoraj wieczorem napisała mi wiadomość, żebym do niej zadzwoniła o 10tej, więc o co takie wielkie halo? Czy ja całe życie muszę tego wszystkiego wysłuchiwać? Przez to, że oni tak na wszystko narzekają też się tego nauczyłam i mnie to denerwuje. Oni narzekają- ja słucham, a później ja narzekam- Damian słucha. Musze z tym skończyć..

Dzisiaj przynajmniej Damian mnie nie martwił, tzn. nie wkręcałam sobie żadnych jazd.
Ja: Wyspany?
D: Znowu tak sobie, budziłem się w nocy
Ja: Myślisz o mieszkaniu podświadomie, albo o czymś o czym mi nie mówisz
D: No nie wiem czemu tak źle mi się śpi
Ja: Bo mnie nie ma ;]
D: Może właśnie też z tego powodu
(…)
Ja: A te ciotki kiedy przyjeżdżają? za tydzień?
D: Tia… Jeszcze brat pewnie będzie
Ja: Yhm czyli widzimy się za długi czas?
D: Miejmy nadzieję że nie
Ja: Oby
No i takie ładne pogadanki

Będzie tego na dzisiaj.
 

 
Kontynuując…
Moje możliwości/ propozycje jakie mam wobec firmy, podwyżka i przeniesienie do Rzeszowa, Radomia lub Kielc, oczywiście jeśli byłaby taka opcja to musi być to określone w czasie, za 3 miesiące, za tydzień/ dwa, konkretny czas. Nauczyłam się, że zwodzić w tej firmie to wszyscy potrafią, gorzej z dotrzymaniem obietnic… Jeśli warunki nie zostaną spełnione to dalej podtrzymuje swoją decyzję o zwolnieniu się. Zapytał się czy jest coś co mógłby zrobić, żebym nie odchodziła z Janek?- Nie.
To nie podlega żadnej dyskusji, nie będę w tym sklepie tkwić, bo tam się nic nie zmieni… Wychwalanie MM., że ona się wdraża i dobrze jej to idzie oraz to, że on się będzie starał i zrobi wszystko żeby się sytuacja zmieniła, zupełnie mnie nie przekonuje. Aha jeszcze powiedziałam, że on dla mnie nie pełni roli kierownika i przez to ja nie mogę się uczyć zachowań, które on powinien ze mną przerabiać, że nie mam od niego wsparcia i za dużo obowiązków. Potrzebuje kierownika, który wiem że wie i ma pod kontrolą sytuacje, tak żebym ja mogła liczyć na niego. Stanęło wtedy na tym, że porozmawia z JZ., a ze mną umówił się na środę, żebym sobie jeszcze raz przemyślała sprawę itd. Jedne z jego pierwszych słów „o ja pierdole JZ. mnie zajebie”, świadczą ewidentnie o tym, że kierownikiem być nie powinien.
W sobotę jak jechałam na wieś, zadzwoniła do mnie kierowniczka z Radomia, jak rozmawiałam z PJ. wszystko słyszała i dodawała od siebie trzy grosze. W każdym bądź razie zadzwoniła do mnie, że rozmawiała z US. i bardzo potrzebują AM do Krakowa i ona powiedziała jaka jest sytuacja u mnie i że ona poleca mnie itd. Żebym sobie znowu przemyślała i może spróbowała w Krakowie… No tak z deszczu pod rynnę, ja się nie nadaję na duże miasto, potrzebuję spokoju i stabilnej sytuacji w pracy.

Nastąpiła środa… czekałam z niecierpliwością co mi powie, po drodze jeszcze wyszło wcześniej, że go chłopak zostawił, także cudów się nie spodziewałam, ale myślałam że jednak stanie na wysokości zadania, tym bardziej że powiedział, że zrobi wszystko co w jego mocy. O ja durna… nic bardziej mylnego. Nie zrobił nic, dosłownie. Rozmowa wyglądała gorzej niż rozczarowująco. Zapytał się na dzień dobry, jaką decyzję podjęłam… yyy no w dalszym ciągu chcę się przenieść, że dopuszczam jakieś inne mniejsze miasto byle nie była to Warszawa i Kraków w sumie też nie za bardzo i oczywiście podwyżka. To zwolnić się nie masz zamiaru na razie? Nie. No bo wiesz, zwolnić się to najprostsze i najłatwiejsze rozwiązanie… i to możesz zrobić w każdej chwili.
Co za cham i prostak, no ale nic słucham dalej. Podwyżka to może być od nowego roku budżetowego, z przeniesieniem to zobaczymy. A rozmawiałeś z JZ.? Nie no nie, czekałem na Twoją decyzję… No serio? Bez kitu, co za frajer. Dodatkowo oczywiście też gadał o sobie, jaki to super nie jest i jak to się teraz z obowiązków zaczął wywiązywać, no i MM. jak ona to wszystko teraz ogarnia, naprawdę, idealny manager… Co mnie tak nawiasem to gówno obchodzi? Ja też się wywiązuję ze swoich obowiązków i nie obwieszczam tego całemu światu. Tak jakby chciał mi udowodnić, że sobie świetnie radzą beze mnie, bo nie było mnie kilka dni pod rząd. Za tydzień mam się przygotować do rozmowy oceniającej, no i pewnie z JZ. będę rozmawiać, żebym się przygotowała i przemyślała co chcę powiedzieć, no bo jak powiem że Warszawa mi się nie podoba i ludzie to tak średnio to będzie brzmiało... na swój temat już nic nie wspomniał…
Chyba sobie żartuje ze mnie, że po 6 latach mojej ciężkiej pracy, ja swojej kierowniczce regionalnej takie coś powiem… W związku z tym, że przez prawie tydzień nic nie załatwił w temacie, napisałam wczoraj na nocce maila do JZ. z zapytaniem kiedy będzie u nas w sklepie, bo chciałabym z nią porozmawiać. Zwykły mail, nawet jak MM. go zobaczy to nic nie będzie się domyślać, w końcu to typowa blondynka, nie skojarzy faktów… Iza mi nawet doradziła, żeby tak zrobić i że chcę porozmawiać, bo PK. sprowadza wszystko do swojej osoby, a ja bym chciała poruszyć kwestie związane z tym co mi nie odpowiada i przeszkadza.
No to tyle jeśli chodzi o nadrobienie ostatnich wydarzeń w pracy, jutro idę do pracy, mam nadzieję że JZ. odpisała coś.

A teraz najważniejsza dla mnie ostatnimi czasy kwestia- D. cały czas uczestniczy w tych wszystkich moich zawirowaniach i rozterkach pracowych, wkurzam się na niego, złoszczę, rozkminiam, rozumiem, tworzę sobie wyimaginowane scenariusze i tak w kółko, no cała ja. Jak sobie nie zafunduje psychiatryka w głowie to nie byłabym sobą.
Pokrótce zatem.
Najpierw gadał- zwolnij się co to za praca, wykorzystują cię, pracujące weekendy itd., oczywiście to nie była żadna awantura, ani jakieś wymuszenia, ani nic z tych rzeczy. Po prostu mówił jak widział. Później ustaliliśmy, że na mieszkanie razem jest za wcześnie… wiadomo jak zareagowałam, dalej tego nie rozumiem, ale ok, niech tak będzie, no bo przecież zawsze Mielec był miejscem, w którym bym chciała znaleźć nową pracę, ale dobrze ustaliśmy, że mam to zrobić dla siebie. Później doszliśmy do etapu, gdzie zaczął dopuszczać do myśli to, że to on mógłby się przeprowadzić, byle nie do Radomia. Ja oczywiście już wniebowzięta Po ostatniej rozmowie powiedział, że on się nie wypowiada, że nie będzie mi mówił co mam robić, że decyzję muszę podjąć sama, żeby to była moja decyzja, a nie sugerowana kimś, bo on wie jak to jest jak się z czegoś rezygnuje dla kogoś, a później się wypomina i tak nie chce.
No i oczywiście po tym, ja już sobie wymyśliłam milion historii, że mnie nie chce, że nie jest pewien, do każdej wiadomości dokręcałam nawet nie drugie dno, tylko piąte i szóste… Po ochłonięciu, oczywiście stwierdziłam, że zachowuje się jak wariatka. Nie ma co udawać,jestem nią. Znam chłopaka 2 miesiące… a ja jeślibym miała taką władzę, chcę żeby się zadeklarował do końca życia. Sama doskonale wiedząc, że życie jest nieprzewidywalne, a jeśli chodzi o rozterki miłosne to już w ogóle jest cyrk na kółkach. Jak mówię, ochłonęłam i muszę przyznać mu rację. W ważnych kwestiach chciałabym, obarczyć kogoś podjęciem decyzji za mnie, nawet nie chodzi o późniejsze obarczanie kogoś winą, ale ważne bym nie musiała samodzielnie podejmować wyboru.
Nie oszukujmy się, zmiana pracy jest moją decyzją, ale już szukanie w Mielcu to jest sugerowane Nim, nie widzę w tym nic złego, ale też nie jest to łatwe, bo znów mknę w nieznane, dlatego chciałabym usłyszeć chyba, nie martw się będzie dobrze. Przecież mówił, że będzie mnie wspierał. Więc niech tak będzie, przynajmniej dopóki jest obecny w moim życiu.
Klamka zapadła, zostaję do końca roku na pewno w firmie, ale w między czasie będę sobie przeglądać oferty pracy i wysyłać CV, żeby się sprawdzić, zorientować itd. O ile oczywiście w końcu zamieszczę zdjęcie w CV, bo mi schodzi z tym od tygodnia co najmniej.
Aha no i dzisiaj go nie lubię, bo nie przyjedzie… jutro idzie oglądać mieszkanie, które chce kupić, podobno nie ma innego terminu. Gdybając, mógłby przyjechać po tym, ale mam się tego gdybania oduczyć więc już nic nie mówię…

Zmieniając temat, mam straszny problem z wychodzeniem z domu. Kiedy muszę do pracy albo jechać do domu, jest ok., ale jak trzeba wyjść coś załatwić, albo co gorsza zrobić zakupy spożywcze to już jest dramat, naprawdę, mam jakiś zlasowany mózg albo coś.

Biorę się w dalszym ciągu za organizację, co wyrzucę jakieś kartki i stworzę nowy plan, to znowu ich dorzucam. A może sobie z pół godziny poczytam, umyje piekarnik i uprasuje ubrania, a potem się zajmę tymi papierzyskami. Mam lenia, albo chyba mi się spać chce, w końcu spałam dzisiaj 3 godziny…
 

 
Dużo się nie napiszę, bo mam aż z 8 min, no ale zacznę coś. W zeszłym tygodniu, a dokładnie we czwartek byłam na szkoleniu, spotkałam mojego pierwszego kierownika PJ. Powiedziałam mu o tym, że chce się zwolnić i pokazałam na dowód moje wypowiedzenie. Planowałam wręczyć je PK. zaraz po szkoleniu… No ale PJ. nagadał mi jaka to nie jestem super i że firma mnie potrzebuje, że pasuje do niej itd. I że to PK. powinien się zwolnić, żebym porozmawiała z JZ. i z AŚ.. One się tym zajmą, ale żebym tego nie robiła, no i się wstrzymałam z tym wypowiedzeniem. Dojechałam do pracy na drugą zmianę, PK. zmienił zdanie też przyjechał, więc sobie myślę w zasadzie jestem nakręcona na gadanie w temacie, pójdę za ciosem… i poszłam. Powiedziałam mu co myślę o pracy z nim, że nic się nie rozwijam, że dla mnie nie jest odpowiednim kierownikiem, że wykonuje swoje obowiązki i jego przy okazji i przez to że odczuwam jego brak orientacji co się dzieje, wszystko spada na moją głowę, że non stop ktoś odchodzi/ przychodzi, że ktoś się zmienia, a ja jestem cały czas od początku i męczy mnie to ciągłe czekanie na to by wszyscy mieli czas na wdrożenie. Dodatkowo jeszcze powiedziałam o tym, że Warszawa nie jest miastem dla mnie, że ja w swoim życiu kieruję się czym innym, a nie lansowaniem się markowymi ciuchami, czy przymilaniu się przez picie kawy, czy jedzenie ciasta. Dla mnie ważne jest to w jaki sposób zapracuje na swoje stanowisko, a nie to czy ktoś jest moim kolegą, czy koleżanką i się do mnie ładnie uśmiecha.
Oczywiście był zaskoczony… no przecież, jakby nie było widać mojej kumulującej się frustracji… no i zarzucił mi oczywiście, że jest mu przykro bo nie dawałam mu sygnałów, że coś jest nie tak, no jasne, a on od czego w tym sklepie jest? Nieważne, później zaczęliśmy rozmawiać o możliwościach…
No i więcej nie zdążę napisać, bo muszę wychodzić…

Dobra nie zmieniam, przynajmniej chwilowo formatu, ale brakuje mi tu jakichkolwiek zdjęć ;]
 

 
Chyba zmienię format pisania na ręczny ;]

Próba pierwsza:

 

 
To już postanowione- zwalniam się. To co się obecnie dzieje w pracy jest co najmniej żałosne. Po pierwsze cały mój 10-dniowy urlop został regularnie zakłócany, ciągle telefony, jak nie od kierownika to od TL, żale, marudzenie i tego typu rzeczy. Dla ścisłości- nienawidzę rozmawiać przez telefon… Po drugie, postanowiłam zrezygnować z jednego dnia urlopu, żeby wesprzeć sklep i chociaż jeden dzień im pomóc. Po trzecie i najważniejsze, na nic moja pomoc, skoro oni nie potrafią trzymać się planu, tylko każdy robi po swojemu. Proste, że nic z tego nie wyjdzie. Mało tego, wczoraj miałam wolne, ale co tam, jakie wolne, non stop telefony z pracy i te same osoby na zmianę… no ludzie, to już jest przesada. Nie wspomnę nawet tego, że byłam u D., jego mina na kolejny odebrany telefon- bezcenna…
W zasadzie nie ma się co dziwić i się nie dziwię. Ale czego się dowiedziałam? Że ciągle mnie nie ma w pracy, że mam za mało godzin wyrobionych i przychodzę do pracy kiedy chcę! No wolne żarty, poświęcam się dla tego pieprzonego sklepu jak tylko mogę, zabieram robotę do domu, wszędzie gdzie się da, a on (kierowniczek obsrany) jest na tyle bezczelny, żeby powiedzieć TL, że mnie nie ma na sklepie. A wszystko dlatego, że odmówiłam mu chyba pierwszy raz, przyjścia do pracy tak jak on chce, to są już jakieś kpiny! I się teraz mści.
Dlatego postanowione.

Z racji tego, że mam umowę na czas nieokreślony obowiązuje mnie 3-miesięczne wypowiedzenie, dlatego poczekam do końca października. Wytrzymam tak, by nic nie komentować, w miarę się nie denerwować i z dniem 2 listopada składam wypowiedzenie. Jakąś robotę sobie znajdę na chwilę, w między czasie będę robić sobie kurs jakiś, pomocny do pracy w branży i żegnam moją zacną firmę.
Tak się nie da żyć, w ciągłym stresie bez jakiejkolwiek wdzięczności, wsparcia czy pomocy. Wczoraj dzwoni z pretensjami i żalami do całego świata, na pierwszą zmianę nie przyjdzie, bo na 6 to za wcześnie, na drugą zmianę też nie pasuje, najlepiej gdybym ja siedziała cały dzień, no chyba się z głupim za rozum pozamieniał. Dzisiaj dla odmiany w wyśmienitym nastroju, śmieszki, żarciki, pieprzy trzy po trzy, dajcie spokój, wariat jakiś. Człowiek może zwariować w takim otoczeniu. Przyjechał do niego drugi kierownik, to mówi, że jak będzie z nim na lunch wychodził to żebym w tym czasie zrobiła dla niego raporty i zostawiła na biurku. Jego bezczelność autentycznie przechodzi ludzkie pojęcie, a tego typu historii przerobiłam z nim już od groma.
Ale miarka się naprawdę przebrała, za to co powiedział wczoraj mu nie odpuszczę. Zrobiło mi się tak strasznie przykro, gdybym nie była z D. to pewnie bym się poryczała jak bóbr…

Zatem plan jest taki:
20-25 października przygotowuję się do rozmowy oceniającej,
31 października składam wypowiedzenie bez uprzedzania, czy wspominania na ten temat na rozmowie; mam do tego prawo. Skoro on zachowuje się nie fair to ja też w miarę swoich możliwości zagram w jego grę.
Przez cały październik odświeżam branżową wiedzę, rozglądam się za kursami,
Listopad- grudzień szukam pracy.

Z racji tego, że jest to ogromne korpo, a wiele osób wpływowych tam znam, dlatego pracę zakończę tak by nikt mi nie mógł nic zarzucić, a w razie W, czy telefonu od nowego pracodawcy będą mnie polecać i świadczyć o mojej kompetencji i doświadczeniu.

O i tak właśnie wygląda mój ambitny plan i choćby nie wiem co, to go zrealizuję.

Oczywiście plan ten ma swoje drugie dno którym jest D. Na obecną chwilę stał się moją motywacją do działania- zmiany pracy i zapewne miejsca zamieszkania. Co do tej drugiej kwestii mam pewne obawy, ale kto nie ryzykuje… to coś tam Także może pod koniec roku, albo zaraz na początku będę mieszkać w Mielcu
Wracając do tego, że byłam u D. i było mi tak smutno jak musiałam go opuścić, naprawdę jest tak świetnie, że aż mnie to przeraża… Boję się, że czar pryśnie nim się obejrzę, tak bardzo pragnę stabilizacji, że naprawdę szlak może trafić wszystko. Chociaż mam nadzieję, że to już ten ostatni, idealny mąż
I tak właśnie mój potencjalny idealny mąż nie odzywa się do mnie od 17tej, są u niego znajomi, ale mógłby się chociaż zapytać czy żyję i czy dojechałam cała do domu…

Kurcze już 22, zaraz trzeba się kłaść, bo jutro znowu Wake up o 4…

Muszę też już się w końcu ogarnąć, bo bez kitu dzień leci za dniem, a ja taka o, bez planu. Jak nie ja, co to się z człowiekiem na starość dzieje I tak gadam codziennie, a nie robię nic zupełnie xD
 

 
Za pół godziny wyruszam do pracy. Koniec urlopu, ale co to za urlop skoro kierownik dzwoni non stop, „bo sklep się wali”. A niech się wali, to on jest kierownikiem, nie ja. A ja głupia jak ten wierny pies lecę na każde zawołanie… Idiotka

W każdym bądź razie, spędziłam wspaniały weekend na Słowacji… <3 D. jest taki kochany i w ogóle fajny, że no nie mogę się do niczego przywalić. Hmm, no chyba że do tego, że siedziałam z tyłu w samochodzie xD Bądźmy jednak poważni, naprawdę chłopak jest taki w porządku, aż się boję co to z tego będzie. Jak dla mnie i na teraz to mogę wyjść za niego nawet dziś! Rozum jednak podpowiada żebym była ostrożna i hamowała swoje zapędy, co by chłopaka nie wypłoszyć, a tym bardziej zniechęcić. No naprawdę było przecudownie! Ochy i achy takie, że mi smutno teraz, musiałam wrócić do szarej rzeczywistości.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie rozkminiała… no a jak Zauważyłam, że On nie mówi o swoich odczuciach, czy mu się podobała, czy tęskni, czy mu dobrze, czy źle, nic. Jak się zapytam to odpowie, że tak podobało mu się, ale żeby sam coś powiedział to nic. Wczoraj w nocy zapytałam o to, wykorzystując moment, że wypiłam dwie lampki wina xD Powiedział, że już tak ma i że go nauczę, ale powoli. Zalatuje mi to jakimiś wspomnieniami niemiłymi, ale no cóż nie pozostaje nic innego jak być cierpliwym… ha ha ha jakby to było w moim przypadku takie łatwe. Cały czas o nim myślę, tak- zwariowałam. Wiem już teraz, że jak nic z tego nie wyjdzie to będę bardzo cierpieć, chyba się zakochałam, oby został moim mężem, bo żaden inny się po nim nie pojawi. Tyle wiem.
A no i powiedział poprzedniej nocy, że jestem zajebista, ale w jakim kontekście ciężko stwierdzić… byliśmy w trakcie bezszelestnego kochania się xD Na dole byli jego znajomi, a nie mieliśmy oddzielnych pokoi, trzeba było wykorzystać moment

Ciekawe czy na weekendzie uda nam się spotkać, no i co mu kupić na dzień chłopaka Hmm, zapytać? Coś tam wspomniał o jakichś okularach do grania, ale ja się nie znam totalnie na tym, skok spadochronem trochę za drogi na pierwszy prezent i to na dzień chłopaka.

Rozkminy Katarzyny..
 

 
20:30
Nadszedł również czas na to by w końcu się zorganizować. Tak, to będzie ten czas, spraw do ogarnięcia jest tyle, że aż strach, a odkładania na później i na kiedyś jest jeszcze więcej. Iza ostatnio mi powiedziała, że nie jestem tak dobrze zorganizowana, tylko stwarzam takie pozory. I co? Jest w tym masa racji. Oczywiście to nie było jakimś wyrzutem, bo akurat w tym przypadku chodziło o to żebym zapisała się na badania, ale punkt trafiony w samo sedno.
Urlopu mam jeszcze chwilę, zapewne za dużo nie uda mi się zrobić, ale przecież mogę sobie uporządkować wszystko tak by ułożyć racjonalny plan i wyjść z uniesioną głową na koniec roku a co, tak zrobię.
Od czego zatem zacznę? No przecież wiadomo od listy zadań, wszystkich, od bzdurnych po te bardzo ważne, te bliskie w czasie i te bardzo odległe. Nie no dobra, najpierw to może ułożę sobie te wszystkie papiery, które przywiozłam do domu i które podczas urlopu miałam wszystkie opracować i uporządkować. To będzie moim startem, no bo jak mam się dokopać do poprzednich list i stworzyć hybrydę. Taka mądra jestem, nauczyłam się korzystać z tego co wcześniej tworzyłam, a nie na pałę pisać ponownie i powielać te same rzeczy ;]

21:29
Zaginęłam w akcji, ale uporządkowałam papiery i ułożyłam plan do końca tygodnia, co prawda nie był zbyt skomplikowany bo sobota i niedziela wyłączona jest z tego, ale zawsze trzy dni uporządkowane i jakoś to w miarę wygląda ;] Do tego jeszcze wypisuje cały czas rzeczy do ogarnięcia i wpadłam na genialny pomysł, żeby nie tworzyć kolejnej kartki z listą, będę sobie zapisywać wszystko w małym notesiku, taki co sobie noszę w torebce, taka ze mnie sprytna bestia. Powoli zaczynam dążyć do tego by jednak te kartki wszystkie fruwające wolno gdzieś skumulować w jedność, zeszyt, segregator whatever (czy jak to się światowo pisze ).



Jutro się zajmę kalendarzem z pracy, jakoś nie mam pomysłu jak sobie lepiej zorganizować czas mojej pracy. Robię masę rzeczy, ale jest to dość chaotyczne i mam wrażenie, że ten mój cenny czas przelatuje mi przez palce. Może wszystko miałoby ręce i nogi jakbym nie wykonywała obowiązków swoich, kierownika i drugiego managera, a czasem nawet i sprzedawcy. Hmm może rzeczywiście coś w tym jest. No cóż, nie zmienia to faktu, że wymyślić coś muszę, a wymyślę coś na pewno. Chyba się zwolnię
 

 
Kontynuacja urlopu.

Jestem na jego półmetku. Wróciłam z Niemiec, plan został zrealizowany, Michał ze mną pojechał, odwiedziłam siostrę, odhaczyliśmy chrzciny i wróciliśmy. Było naprawdę w porządku, szkoda, że tak krótko wszędzie byliśmy, ale i tak było ok.

Niemcy są naprawdę na maksa zorganizowanym krajem, wszędzie czysto, nie ma nic przypadkowego, domy postawione w porządku, niby każdy inny, ale wszystkie są ze sobą spójne. Bardzo dużo kolektorów słonecznych, wiatraków, inwestycje w źródła odnawialne na wysoką skalę. Oczywiście to są moje prywatne spostrzeżenia, nie wiem jak jest naprawdę i jak to gospodarczo i politycznie wygląda, to mnie nie interesuje, piszę o tym co widziałam.

Rzecz jasna, że musiałam odwiedzić centra handlowe, no bo jakby to było ;] Okazje życia, zakupy udane Czas spędzony z rodzeństwem, bezcenny. Michał bez alkoholu to największy bezcenny czas, chociaż te kilka dni.

Powróciłam jednak do wiejskiego życia, nie jest źle, ale już nie mogę usiedzieć w domu. Nie to żebym się jakoś nadmiernie nudziła, ale dom rodzinny to już nie moje miejsce, ograniczenia tego co mogłabym robić, narzucanie nawet nieświadome przez innych co trzeba, co nie trzeba, co powinno się robić, a czego nie. Wole swoje mieszkanko, co prawda wynajmowane, ale własne kąty przez siebie zagospodarowane. Dlatego jutro po południu sobie pojadę, załatwię drobne sprawy i wrócę w czwartek rano do fryzjera, a wieczorem na mszę za tatę, potem grzeje na Wwa do D. Już się nie mogę doczekać…

Bronię się strasznie, żeby się za szybko nie angażować, ale ciężko tego nie robić, kiedy on jest taki kochany i nie mogę mu nic zarzucić. Naprawdę ciężko. Zobaczymy jacy są jego znajomi, okazja do zapoznania już wkrótce, bo w piątek. Jedziemy razem na Słowację. Jak ja bym chciała żeby On był tym ostatnim moim partnerem, no o niczym innym już nie marzę. Tylko o stabilizacji, o niczym więcej. Niech będzie moją motywacją, celem i ostoją do której zawsze będę dążyć
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja mam okazję pojechać do niemiec bo mojego chłopaka mama tam mieszka ale jakoś nie mogę się przełamać i tam jechac...zakupy na pewno udane! Zazdroszczę ! ;) Nie ma to jak swoje mieszkanie masz rację, wszystko wtedy jest po Twojemu i nie musisz robić tak jak ktoś chce. Życzę szczęścia z chłopakiem! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy dzień urlopu.
Zapowiadało się całkiem zacnie. Wyspałam się, wstałam z ochotą do wszystkiego, bo bez budzika. Spakowałam się, wypiłam kawę i w drogę, najpierw do galerii, ale mój potencjalny mąż namącił mi już tak w głowie, że miałam wyrzuty sumienia, że cokolwiek kupuję Tyle mi opowiadał o oszczędzaniu, kieszonkowym i zarządzaniu funduszami Powrót do domu, na wieś.
Wsi spokojna, wsi wesoła.
Babcia na dzień dobry od razu zdała mi relacje, jak to Michał spada na dno, jakbym sama o tym nie wiedziała i dostatecznie mało to przeżywała… Swoje musi powiedzieć i nic jej nie zatrzyma, wczesne popołudnie mimo wszystko było całkiem spoko. Do momentu, gdy zadzwonił P. … moja ulubiona kierowniczka… Wczoraj zostawiłam plan kolejnej przebudowy, już pominę fakt braku kompetencji osób, które zajmują wyższe stanowiska i jak mniemam powinny mieć większe doświadczenie i lepsze wyobrażenie o pracy. Nie mają. Dzisiaj się o tym przekonałam i potwierdziłam swoją opinię na ten temat. Plan był stworzony, jak się jednak okazało, za mało dokładny… no przepraszam bardzo, skoro kierownik swojemu kierownikowi regionalnemu ma coś przedstawiać to rozumiem, że wie o czym mówi i potrafi zanegować abstrakcyjne pomysły. Nie potrafi. Zatem przechodzimy do punktu wyjścia i realizujemy kolejny remodeling sklepu tylko dlatego, że nikt nie potrafi wyrazić swojego zdania. Ale dobrze, mnie nie ma przez najbliższe 1,5 tygodnia zatem niech się dzieje co chce. Czas najwyższy przestać sprzątać po czyichś decyzjach, a już na pewno czas przestać przejmować się tym na co nie mam wpływu.
Jutro wyjeżdżamy z Michałem do Karoliny, spotkanie rodzeństwa na obczyźnie Oby bez problemów, oby było fajnie Będzie, innego scenariusza nie przewiduję. A za tydzień w weekend Słowacja z moim D., potencjalnym mężem, chociaż na razie nie ustaliliśmy czy jesteśmy parą czy jeszcze nie i czy w ogóle nią będziemy, chociaż mówi do mnie żono, co jest niezwykle przyjemne.

Tym oto sposobem powróciłam do pisania, oby. Tak myślę ;]
 

 
Już marzec. No tak, czas nie stoi w miejscu.
Długo nie pisałam, długo się nie odzywałam. Był czas na przemyślenia, na określenie planów, na określenie tego kim jestem, kim chce być i do czego chcę dążyć. Jedno jest pewne, w końcu osiągnęłam wewnętrzny spokój. Jestem zgodna sama ze sobą. Proste, że w dalszym ciągu nie chce żyć sama, ale naprawdę nie odczuwam smutku z powodu tego, że nie mam nikogo. Są ważniejsze rzeczy. Dzięki temu, że doszłam do takiego wniosku w końcu poczułam, że jestem szczęśliwa. Co było tego przyczyną tak naprawdę to nie wiem. Ważne co jest tu i teraz.

Po pierwsze, w pracy zmienił mi się kierownik, niestety. Ale co rozpaczać, stało się, trzeba się nauczyć jakiejś podstawowej współpracy, nie ma innej rady. Kolorowo nie jest. Odczuwam dużą presję, ciągle mu coś nie odpowiada, mam wrażenie, że jak coś nie dzieje się tak jak powinno to moja wina. No, ale co ja na to poradzę, że ciągle mu coś nie pasuje. Daję z siebie wszystko, więcej się nie da. Może jakoś się to wszystko ustabilizuje, trzeba poczekać. Nie chce mi się nawet tego wszystkiego opisywać. Ostatnio mi zwrócił uwagę, że go zdominowałam podczas wizytacji DM, a on się chciał pokazać, bo właśnie po to zadaje pytania i włazi w każdą dziurę… Żałosne, ale niech mu będzie. Więcej razy się nie będę odzywać. A teraz poszedł na urlop, więc sklep przez tydzień jest w moim władaniu. Obym nie utonęła

Po drugie jestem w stałym kontakcie z Jakubem. Zaprosił mnie w Walentynki do kina… tak ja w Walentynki w kinie xD Dostałam też kwiatki ha ha, ale żebym nie była taka okropna to niech będzie, liczą się chęci widzieliśmy się też w niedzielę, jak wrócił z Alp No jest fajny, sympatyczny, interesujący itd. Ale chemii to tu chyba nie ma, przynajmniej na razie. Z resztą sama nie wiem chyba czego chce. Raz chce, raz nie jestem pewna. Może nie ma co się zastanawiać na zapas, są rzeczy o których nie powinno się chyba myśleć za dużo ;] Pożyjemy, zobaczymy. Na razie jest ok., nikt nie każe mi za niego wychodzić i nawet nie wiem czy on tez chce Nieważne, ale jak się już wypowiadam na jego temat to pomysły ma fajne i sposób myślenia też jest fajny, ale chyba się wstydzi tzn. chyba jest nieśmiały mimo tak jakiejś gadki szmatki, a ja oczywiście kołek pierwsza klasa. Sztywna jak nie wiem co. I co jest jakimś w ogóle absurdem? On gada cały czas, ja się prawie nie odzywam to jakiś fenomen w ogóle

Po trzecie- rodzina. Naprawę źle się dzieje, to już nie są opowiadania jak to źle, bo ojciec pije, bo brat pije, bo są awantury. To już przerodziło się w rękoczyny… zainterweniowała policja, musi się stawiać na komisariacie, musiał chodzić na leczenie. Marne skutki z tym leczeniem oczywiście. Na razie jest względny spokój, ale ostatnio jak przyjechałam, poprawy nie zauważyłam….
 

 
Koniec urlopu.
Niestety. Została jeszcze tylko niedziela. Nie byłam na żadnym wyjeździe, feriach ani nic takiego podobnego. Wczoraj całkiem spontanicznie znalazłam się na stoku I pojeździłam na nartach, było bardzo fajnie i cool





Jednakże dzisiaj nie o tym. Czas na moje wywody. Od czego by tu zacząć? Nadal jestem samotna, rycerz na białym koniu się nie zjawił. Niestety nie mam nad tym żadnej kontroli, więc te tematy również odpuszczam. Skupię się na tym nad czym mogę mieć kontrolę- nad moim życiem. Mogę sobie nazwać mój ultra krótki urlop- urlopem rozważań o moim życiu. Do odpowiedniej motywacji jeszcze mi bardzo daleko, ale chodzi o to, że w końcu sobie uświadomiłam po rozlicznych próbach, niepowodzeniach i upadkach, że to czym się teraz zajmuję, jak wygląda moja sytuacja i to jak spędzam każdy dzień zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Od tego czy mi się chce, od tego czy mam na coś ochotę czy też nie. Wielu rzeczy się boję, mimo że inni mówią że jestem odważna. Gówno prawda, pewnie że nie jestem odważna, ale czy jak będę cały czas się bała zrobić cokolwiek to czy coś się zmieni? Nie zmieni się. Żeby dojść do takiego stwierdzenia nie trzeba być inteligentnym. Ułożyłam sobie zatem plan na ten rok. Nie cele, nie wyzwania, ale konkretny plan, z konkretnymi zadaniami, z konkretnymi datami. Dostosowany do moich finansów i dysponowanego czasu. Plan realny, choć wcale nie łatwy. Będzie się różnił zapewne drobnymi miesięcznymi szczegółami, wynikającymi z niezależnych ode mnie sytuacji. Niemniej jednak, będę dążyć do jego realizacji. Wiem że dam radę. W końcu przecież ja się nie poddaję, złamie mnie tylko choroba i śmierć. Nic więcej. Na pewno nie mogę zapomnieć o Bogu, a zapomniałam… dlatego to też się zmieni. Nie chodzi mi o to, by być świętoszkiem, ale o to bym nigdy nie zapomniała, że On jest mi zawsze potrzebny, jest wszędzie, bez Niego nie mam nic.
Teraz uwaga. Oglądałam Avengers- czas Ultrona, niestety limit oglądania filmów mi się wyczerpał i niedooglądałam do końca. Ale chodzi o to, że jest tam Jarvis- inteligentny program i tak mi się skojarzyło, że to co robię, czym się interesuję, czego mi potrzeba, co chcę robić jest wszystko ze sobą powiązane i się ze sobą łączy. Oczywiście leże już na łóżku, ale chciałabym rozrysować właśnie taką powiązaną mapkę. Może bym to właśnie w Autocadzie zrobiła. To nie głupia myśl. Określiłam sobie listę zainteresowań, kolejną listę celów, jeszcze jakieś inne listy organizacyjne w tej tematyce, co bym chciała robić, kupić, mieć, zobaczyć itd. Chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda. Nadchodzi czas zmian. Czuję to. Będą to dobre zmiany dla mnie. Tak jak sobie wcześniej zaplanowałam, niech to będzie rok dla mnie samej. Bo jestem sama i mam komfort decydowania o sobie, bez komunikacji innym. Moje życie, moje wybory. Nawet jak mi się nie uda, przynajmniej będę wiedziała, że spróbowałam.

Jeju jaka ja jestem mądra
 

 
Milion myśli
Cały czas mam w głowie to co się wydarzyło. 2 pogrzeby w jednej rodzinie, w jednym czasie to za dużo. Jeden chociaż w pewnym sensie spodziewany i tak bolesny. Ale ten drugi, nie mogę sobie cały czas wyobrazić dlaczego to się wydarzyło. 8 miesiąc ciąży, bez komplikacji, nagle nie czuć ruchów. Trzeba urodzić martwe dziecko. Ale komu takie dziecko zawiniło? Po co Bogu taki maluszek, jaki był tego cel. Straszne wyobrażenie jacy jesteśmy krusi w obliczu choroby i śmierci. Pokazanie tego co w życiu jest ważne, ale w aż tak brutalny sposób?
Powoli do mnie dociera co się stało. Coraz bardziej mnie to dołuje, teraz to się nawet rozkleiłam i bucze. Babcia powiedziała, że to życie czasem jest strasznie pokręcone. Jedni cały czas mają pod górę, nie wiedzie im się wcale, ciągle jakieś problemy, a innym jakoś lekko przeleci, bez problemów i zmartwień.
A ja durna martwię się pracą, samotnością.
 

 
Mamy wszystko i nie mamy nic…
Wczoraj informacja o zmianie kierownika w moim sklepie. Chociaż to błaha informacja w porównaniu do dzisiejszych wiadomości, niemniej jednak też dla mnie w jakiś sposób ważna.
Dzisiaj wiadomość o 2 pogrzebach w rodzinie. Jednego dnia jest idealnie, mamy wszystko, dom, rodzinę, zdrowie, pieniądze i przyjaciół. Następnego nie mamy nic, leżymy w grobie.
Moja siostra cioteczna, mój autorytet. Doktorat obroniony na uczelni, wykładowca. Mąż, dwójka dzieci, własny domek z bali. Idealnie. Parę lat temu wracała w rodzinne strony na święta, ból głowy, migrena? Jednak nie. Wykryli w jej głowie glejaka. Wikipedia na ten temat pisze tak: „Glejaki – grupa nowotworów ośrodkowego układu nerwowego wywodzących się z komórek glejowych (stanowiących zrąb tkanki nerwowej i pełniącej wobec neuronów funkcje podporowe, odżywcze oraz naprawcze).” Dla niej, dla rodziny to walka o życie. Dwie operacje w odstępie około dwóch tygodni. Chemia, naświetlanie, znowu chemia itd. Ponad rok temu jest już ok.- wyzdrowiała. Włosy odrosły, szczęście na twarzy wróciło, jest dobrze. Nowa osoba, zero śladu po chorobie. Jednak bomba w głowie tyka i tyka. W przeciągu roku jest coraz gorzej, przygotowanie maski chroniącej twarz i naświetlanie. Lekarze nie dają szans. Nowotwór już tak postąpił, że nie może otworzyć oczu, nic powiedzieć… Niby wszyscy wiedzieli, że umrze, jednak każdy wierzył, każdy miał nadzieję na cud… Został mąż i dwójka małych dzieci i rodzina w rozpaczy. Widocznie tak miało być, ale dlaczego jest tak smutno i tak ciężko w to uwierzyć?
 

 
Jako mocne postanowienie zadaję sobie- zaprzestanie patrzenia wstecz. Szlaban na myśli o jakimkolwiek byłym, czy nie udanym związku/ nie związku.

Kolejna rzecz to życie tu i teraz, bez zbędnych analiz co będzie za tydzień, dwa czy za miesiąc. Planowanie jest ok, ale nie planowanie wszystkiego od A do Z.

No i przyszłość. No, bo o przyszłości muszę trochę myśleć, ale o tej związanej z moim życiem zawodowym i rozwojowym Na małe wytłumaczenie samej sobie
Chodzi mi o to, że znów dziś mnie "dopadł" Karol i pytał się o moje plany życiowe xD Myślę sobie: chłopie ja plany mam zawsze. Ale mówię mu, że od naszej ostatniej rozmowy to się nic nie zmieniło. Pracuję na tym stanowisku na którym jestem, a plany moimi planami. No to mi mówi że muszę się określić w czasie, dla swojego dobra Akurat wiem co jest dla mnie dobre i jak ja mam to zrobić. Chociaż ma trochę racji, nie określam się w czasie. Nie robię sobie tzw. deadline i to chyba mój błąd. Więc zadał mi na na mój urlop przemyśleć sobie i stworzyć plan, kurs języka angielskiego, prawo jazdy i kursy związane z ogrzewnictwem Nie lubię jak mi się coś narzuca, bo się zniechęcam, ale dobrze dobrze, wiem że to dla mojego dobra i w moim interesie. No zobaczymy co to z tego wyjdzie Jak to mówi moja siostra: Ja doradców nie potrzebuję, ale posłuchać mogę co tam ktoś mądrego powie

Nareszcie jutro wolne! Jakieś osłabienie mnie chyba dopada, wczoraj źle się czułam, gardło, kaszel, gorączka. Wróciłam z pracy i spałam do rana. Dzisiaj lepiej. Znalazłam sobie zajęcie to moment ozdrowiałam i się lepiej poczułam. A tak serio, to chyba po prostu potrzebowałam snu. Nie pamiętam kiedy ostatnio pospałam bez budzika. Jutro więc śpię do oporu Należy mi się a co
Plan na jutro:
1. Odświeżenie garderoby, nowe zdjęcia- nowe zestawy. Segregacja na best zestawy i te mniej best
2. Sprzątanie mieszkania, dość mieszkania w małym chlewku.
3. Notatki praca, ogarnąć chociaż z 15 stron- ambitnie, ale dam radę.
4. Stworzyć plan na ten i następny urlopowy tydzień.
5. Umówić się na jazdy i zadzwonić do braciszka, w końcu kierowca by się przydał
6. Coś dla duszy i ciała- malowanie paznokci, doprowadzenie mojej twarzy do porządku i długi prysznic

 

 
Jakoś tak się wszystko komplikuje, jakoś tak wszystko jest nie tak jak trzeba…

To, że nie jest tak jakbym chciała, no przecież można się już przyzwyczaić. Ale, żeby od razu aż tak pod górę? Wczoraj byłam na urodzinach Hani, dzisiaj Gosia mi napisała, że babcia jej umarła… Wczoraj radości- dzisiaj smutki. Skoki emocjonalne, normalny by nie wytrzymał.

Iza mi powiedziała, że jakaś laska do niej pisała, że Małolat się przestał do niej odzywać i czy nie wie czemu. Ekstra. Jak cios w serce, dech zapiera.

Jest mi przygnębiająco smutno. Przynajmniej jestem zdrowa- światełko w tunelu.

W pokoju mam taki syf, że już się nie da wejść, dosłownie. Musze się za to zabrać, ciągle coś muszę, ciągle się do czegoś zmuszam. Jestem zmęczona, niewyspana i jak widać marudna. Wstaję rano do pracy, z myślą, że jak tylko wrócę idę spać, cóż za ciekawe życie, płakać mi się chce, ale sama już nie wiem z jakiego powodu. Czuję się strasznie samotnie i pusto.

Jakoś dam radę, jakoś to będzie. Na razie nie widzę lepszego wyjścia, ale się pojawi. ‘Jakoś’ przemieni się w ‘lepsze’, to na pewno.
 

 
Mam chwilę na pisanie przed pracą. Wyjątkowo dzisiaj mam na 15tą, bo muszę zostać być może do północy, czas przebudowy, ale niech będzie. Kolejny raz się poświęcę, ale powiedziałam sobie, że przestanę się interesować innymi, będę robić swoje. To w sumie tyle jeśli chodzi o pracę. Mogłabym się co prawda rozpisywać w nieskończoność na ten temat, bo sporo się wydarzyło, ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

20 dni temu dodałam ostatni wpis, no ale cóż. Jakoś nie miałam chęci roztrząsania tego co się wydarzyło. Nie mam chęci na to nadal, więc pokrótce streszczę co się stało i ruszę do przodu dalej. Co do Małolata- sytuacja kompletnie dla mnie nie jasna i niezrozumiała… ale co ja tam wiem o życiu… Iza mi napisała, że widział się z ich mamą i powiedział, że na Sylwestra idzie z inną, nawet pokazał jej jak dzwonię i się zaśmiał i oczywiście nie odebrał. Co za upokorzenie… brrr. Później jak się dowiedział o wszystkim, napisał, że Iza kłamie, że to było w żartach, żeby mama się odczepiła, bo ciągle wypytywała o mnie. Nie odpisałam. Traf jednak chciał, że byłam u Izy i o zgrozo On też się pojawił. Chciał wyjść na spacer pogadać. Nie poszłam, powiedział że następnego dnia mi wszystko wyjaśni. Rzecz prosta i jasna- nie odezwał się. Niestety po raz kolejny zamącił mi w głowie, że może jednak nie do końca było tak jak to zostało przedstawione. Głupia ja. Sylwestra spędziłam jak rok temu- sama. Nie roztrząsam jednak tego tematu. Podkusiło mnie żeby do niego napisać, ze dwa tygodnie temu? No coś koło tego, napisałam czy mam rozumieć, że tyle miał mi do powiedzenia w temacie. No bo przecież to jakieś żarty… tak się niczego nie załatwia. Odpisał o dziwo… że oczywiście że nie, ale ciężko mu sięga to zabrać bo wie że zawalił. Ale że to nie tematy na rozpisywanie się na facebooku, więc temat uciął, popisaliśmy o wszystkim i o niczym i w zasadzie tyle. Do tej pory cisza, także jednak temat tak został zakończony.

Hit nr 2. Kto do mnie zadzwonił następnego dnia jak się dowiedziałam o tej cudownej wiadomości od Izy? Grzesiek! To naprawdę jakaś czarownica! Z tym, że byłam z dziewczynami, za bardzo też nie miałam ochoty z nim pogadać, więc powiedział, że zadzwoni innym razem. Na razie cisza. Chociaż czuję, że niedługo się odezwie. Nawet ostatnio o nim myślałam, że w zasadzie mogłabym się z nim spotkać, zobaczyć jak wygląda, co u niego słychać. Ale spotkać w normalnych warunkach, nie w nocy, w aucie i jak jakiś zbieg. Sytuacja nie do wykonania.

Hit nr 3. Miesiąc byłych ;] Odezwał się też Marcin, ale w tym przypadku akurat bardzo miło i sympatycznie słodził mi jak nie wiem w ogóle śmiesznie się pisało No i umówiliśmy się na ten weekend na piwo, zobaczymy czy spotkanie dojdzie do skutku. Nie ma się co podniecać. Żartowałam pewnie, że się podniecam i nie mogę się doczekać, nic na to nie poradzę, taka zryta bania

Aha, no i ostatnia historia z facetem? Chłopakiem? W roli głównej. Chodzi o Tomka, tutaj pewnie nowość, bo jakoś za specjalnie o nim nie pisałam, w zasadzie nie ma o czym. Poznałam go jeszcze jak byłam w Radomiu, przez badoo. Spotkaliśmy się ze dwa razy, ale od czasu kiedy poznałam Małolata, każdy inny zszedł na drugi plan. Jakiś tam kontakt mieliśmy, ale bez szału. No i jakoś po nowym roku coś się spisaliśmy i przenocowałam go 2 razy u nas na mieszkaniu, oczywiście na kanapie. Aż taki głupek nie jestem żeby się przespać z kim popadnie… Gość oczywiście by chciał, ale nie i już. Nawet jak mnie pocałował, totalnie nic. No nie pociąga mnie wcale, nie wiem czy ze mną coś nie tak czy po prostu nie Jest w porządku, ale nie.

Co do moich planów noworocznych, pewnie że mam super listę stworzoną, ale jeszcze się nie „rozliczyłam” z poprzedniego roku, więc gdzieś to wisi w zawieszeniu. Oczywiście muszę się bardziej zdyscyplinować, ale musiałabym wyrzucić z domu łóżko, kanapę, fotel, telewizor i laptop. Może wtedy by mi się udało uzyskać pełną samodyscyplinę. No to tyle z takich ważniejszych rzeczy.
  • awatar Gość: Noooo już się bałam, ze uciekłaś na dobre i nie wrócisz. Małolat to totalny małolat, do tego dupek. Olej go, bo on ewidentnie ma Cię gdziś i nie poczuwa się nawet do tego, żeby się wytłumaczyć... żenada. Żeby jeszcze był wart tych zabiegów, ale dziewczyno, stać Cię na kogoś, kto nie będzie widział świata poza Tobą i takiego właśnie znajdziesz, tylko daj się zdobywać... to Ty masz być nagrodą za włożony wysiłek i starania, to o Ciebie mają zabiegać i wydzwaniać... i nie mówię, ze masz być chłodka i wywyższać się czy zadzierać nosa - bądź taka jak zawsze, ale utrzymuj dystans dopóki nie uznasz, że warto. Jak już to zrozumiesz to nawet się nie obejrzysz, a będziesz z kimś, kto będzie tego warty i będziesz się śmiała na wspomnienie tych znajomości. Tego Ci życzę i wiem, ze tak będzie, ale musisz sobie zdac sprawę z własnej wartości i zrozumieć, ze byle matoł nie zasługuje, zeby do niego wydzwaniać, wypisywac i wypytywać "czemu?".
  • awatar MorwaOo: Współczuję Ci,ze oni się odezwali Ciężki czas teraz miałaś powinnaś się zrelaksłowach i odpocząć. Cudany wpis Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam Milego dnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Małolat ma inną. To by było na tyle tej dziwnej półrocznej historii. nic dodać, nic ująć.
 

 
Wieczór wigilijny, dawno po kolacji. Będę w tym roku Grinczem w damskiej wersji. Postanawiam zatem się już nigdy nie zakochać, czy byłam/ jestem zakochana w Małolacie? Nie wiem. Oczywiście uparcie milczy, byłam miła, słałam miłe smsy, dzwoniłam- nie odbierał. Zatem od dzisiaj urządzam sobie szlaban na jakikolwiek kontakt. Szkoda, bo zamówiłam płyty dla niego na prezent, które z resztą nie przyszły na czas i utknęły na magazynie dhl do 30 grudnia. Myślę, że z racji tego, że muszę iść do pracy 27, 28 albo 29 zrobię sobie wolne i pojadę to odebrać. Albo dam Izie, albo zatrzymam dla siebie. W końcu zasłużyłam na niezliczoną ilość prezentów w tym roku. Jak w każdym.
Postanawiam od dzisiaj się nie zakochiwać, nie liczyć na facetów i nie oczekiwać od nich nic. Mają być dla mnie powietrzem. Zawsze sobie radzę sama, a lepiej na tym wychodzę gdy moja podświadomość nie ma na kim polegać. Wtedy wszystko jest tak zaplanowane jak trzeba, a pretensje mogę mieć jedynie dla siebie, bez zbędnego roczarowania.
Aha no i poza tym przestaję się przejmować losem każdej innej osoby i tak każdy ma gorzej więc niech sobie radzą. Ja tam ze swoimi problemami radzę sobie sama, na tyle na ile potrafię i jakoś żyję i funkcjonuję.
Podpisano: GRINCZ (mam gdzieś jak to się pisze)

Przeżyć tylko jutrzejszą wizytę gości i ich złotych myśli i pytań typu: gdzie Twój kawaler? A jakim autem jeździ? A ile zarabia? I jak tam w Warszawie? I będzie dobrze. Człowiek po świętach wróci powoli do normalności.

Co do Sylwestra, swojego podejścia nie zmieniłam. Nienawidzę tego, że tak powiem- eventu. Naprawdę mam ochotę iść spać i tyle. Dwa ostatnie z rzędu płakałam i tak witałam Nowy Rok, obym po raz trzeci tego nie robiła. Ani nie mam ochoty spędzać go w Warszawie, ani w Radomiu, ani nigdzie. W domu, normalnie iść spać, przecież to normalny dzień. O! albo założyć ładną pluszową piżamkę, otworzyć butelkę wina, poczynić plany noworoczne i ewentualnie obejrzeć Sex w wielkim mieście albo Dziennik Bridget Jones. Przecież to plan idealny. Szkoda, że nie mieszkam sama, nie było by z tym problemu.

See ya…
 

 
Dzień przed Wigilią i nastroje nieświąteczne. Zdziwiona raczej nie jestem, no bo tak jest co rok, ale z drugiej strony co rok myślę, że będzie inaczej. Jest tak samo...
1. Michał spada coraz niżej… lada moment sięgnie dna… nikogo się nie boi. Nikogo nie słucha. Nie pomaga krzyk, nie pomaga płacz, nie pomaga rozmowa. Nie pomaga nic, ani nikt. Ciągle pije, 24 lata. Smutno patrzeć.
2. Tata jest nie lepszy. Może nie do końca zalany, ale jednak pijany.
3. Michał zalany, ojciec pijany = krzyki, wrzaski i nic więcej. Gdzie zatem wyciszenie? Gdzie zatem bilans roku? Co się udało? Co się nie udało? Co mogło być lepsze?
4. Małolat milczy, prawdopodobnie powrócił, bo dzisiaj normalny sygnał telefonu. Zatem jest w Polsce, ale nie znaczy to że się odezwie. No nic, czekam. Nie spodziewam się, że przyjedzie, skoro nie odczytuje wiadomości.
5. Dzwonili z pracy, we wtorek zaraz po świętach mam do pracy- na 70. Miałam mieć wolne.
6. Prezent dla Małolata nieodebrany. Trafił sportem do dhl. Odbiorę go po świętach. Jeszcze nie wiem kiedy, bo codziennie pracuję. Odebrać musze osobiście.
7. Chciałam wszystko ogarnąć z wyprzedzeniem. Spokojne zakupy prezentowe. Spokojne SPA dla swojego ciała. Ładne paznokcie, gotowa garderoba. Porządek w pokoju. Rzeczywistość: większość zakupów na wariata, to co zwykle, czyli ciuchy. Jakby miał ktoś poznać pod dłoniach ile mam lat, nie widząc mojej twarzy, stwierdziliby, że dawno 40-atka za mną i pracuję fizycznie w skrajnie zimnych warunkach. Długość każdego paznokcie przypomina falę. Nie sądziłam że można złamać paznokieć, którego już nie ma. Można. Garderoba zebrana na szybko, niby według wytycznych, ale pakowana w takim pośpiechu bez ponownego przemyślenia, że na pewno czegoś nie wzięłam. Porządek w pokoju- poprawny. Nie zaglądam do szaf. Nie ma sensu.
8. Gosia dalej w rozsypce emocjonalnej, chociaż mam wrażenie, że jest troszkę lepiej. Mam nadzieję, chociaż nie podoba mi się to, że cały czas chce się z Nim spotkać. To nie fair w stosunku do jej męża. Tak uważam, zdania nie zmienię. Zdrada to zdrada w każdej możliwej postaci. Jest nie do przyjęcia.
9. Natalia pojechała do Austrii, spędzi święta z rodziną. Mam nadzieję, że będzie je dobrze wspominać. Co z Ernestem w jej oczach nie wiem. Zobaczymy.
10. Iza, będzie problem z zajściem w ciążę. Bardzo mi przykro. Mam jednak nadzieję, że doczeka się dzidziusia. Nikt chyba nie pragnie tego bardziej niż ona. Tak właśnie ostatnio myślałam, żeby iść do kościoła. Szkoda, że skończyło się tylko na myśleniu. Nieważne. Myślałam o tym, żeby zacząć się modlić. W trzech intencjach: za Michała, żeby się opamiętał; za Jolę; za Izę i jej dzidziusia.

Wniosek nasuwa się jeden święta przeciwne do tych, których bym chciała. Może kiedyś będzie tak jak chcę. Może za rok przeczytam wcześniej to co teraz napisałam i będę mądrzejsza. No dobra- będę mądrzejsza na pewno. Przecież uczę się na swoich błędach.

Będzie już tych patetycznych rozmyślań. Czas coś zrobić pożytecznego
 

 
Zanim się dobrze zabrałam za pisanie już mnie głowa rozbolała
Dzisiaj na głównym planie- życiowe rozkminy. Pewnie dlatego, że Karol wziął mnie na rozmowę. W sumie to powinnam się cieszyć, powiedział że radzę sobie ze wszystkich najlepiej i on wie, że może na mnie liczyć. No raczej. Dałam ostatnio z siebie wszystko. Miło, że to docenił Ale mówił też o tym, że powinniśmy pracować jako zespół, a na razie każdy działa indywidualnie. Z tym, że ja nie wiem i nie umiem z nimi pracować, bo oni nie pracują, albo się oglądają jedno na drugie, albo palą Frana że nie wiedzą o co chodzi. No nic, ale na razie Karol nie musi tego wiedzieć.

Czas się wziąć za siebie, na razie cele na Nowy Rok sobie daruję, trzeba podsumować kończący się rok żeby wystartować z nowym. Chociaż kalendarz już kupiłam A tak całkiem poważnie, najwyższy czas się wziąć za siebie. W środę zadzwonię, a jak nie to napiszę do D. może znajdzie czas żeby mnie zawieźć do domu? No może, muszę się dowiedzieć, czy będzie u siebie w domu na Wigilii, mam nadzieję, że tak, nie mniej jednak nie zaszkodzi żeby go zaprosić do mnie. Nie wyobrażam sobie żeby miał siedzieć sam. Chociaż moja rodzinna wigilia daleko odbiega od normalnej, ale liczy się to że nie jest się samemu. Mam nadzieję, że w końcu małymi kroczkami się otworzy do mnie, chociaż żeby próbował.



Ale dobra na razie temat mój. Muszę się ogarnąć naprawdę, bo po prostu czuję się źle sama ze sobą, może nie tyle źle co jestem nieszczęśliwa. Planuję, nie wykonuję, odkładam, a później biegnę. Nie mogę tak żyć. Tak się nie da. Chciałabym wiele, bardzo dużo, a nie potrafię się zmobilizować, zacisnąć pasa i dążyć do celu. Teraz wiem jedno, chcę próbować, aż do skutku. Spróbuję jutrzejszy dzień zaplanować od A do Z. obym podołała.

Walczę z sennością na ten moment, ale dam sobie radę.

Jak jeszcze raz odświeżę facebooka to sobie lutnę, naprawdę.

Biorę się za plan na jutro ;]
 

 
Zrobiłam sobie czterodniowe wolne. Czas wizytacji w pracy mam za sobą, na reszcie. Ale w sumie nie chciałam zaczynać od pracy.
Zaczynam natomiast od Małolata.
W czwartek po południu przyjechała Iza, bo wieczorem, a w zasadzie w nocy Ernest z Natalią mieli jechać do Rdm, miałam się z nimi zabrać do niej, a ona wykorzystując okazję na możliwość przewiezienia zakupów z Ikei przyjechała wcześniej. Hmm, cóż za proste wyjaśnienie
Cały piątek niemal spędziłam z Izabelą, 15:25 miałam wykupiony bilet powrotny do Wwa… ponad godzinne czekanie- autobus nie przyjechał. Zatrzepało mnie z zimna…, okazało się, że za Kielcami był wypadek i mój docelowy autobus dopiero wyjechał… czyli kolejne niemal dwie godziny czekania. Dzwonie do Izy, czy mogłaby przyjechać, bo zamarzłam. Przyjechała i w sumie było mi już tak zimno, że mi wszystko jedno było czy wrócę w piątek, czy nie wrócę wcale. O 18-tej była msza za jej dziadka, więc poszłam z nią. I o dziwo kogo spotkałam po mszy? D., nie powiem ucieszył się, przywitał, ale jak to on zawirowany, bo jedzie gdzieś, bo coś tam, że odwiezie ciotkę i zadzwoni. Rzecz jasna później to ja zadzwoniłam, zaczął marudzić, że chory, że nie powinien w ogóle z domu wychodzić, że coś tam, o dziwo jednak posłuchał i przyjechał do Izy. Oczywiście wcześniej już postanowiłam, że zostaje- proste. Jak go zobaczyłam, to nie było innej opcji Oj Katarzyna, Katarzyna.
Przyjechał, no pogadałam mu, że nie może się nie odzywać, że ja chce mu pomóc jak jest taka potrzeba, że w niego wierzę i że jakbym go chciała skreślić to bym już dawno to zrobiła i że dopóki w niego wierzę, żeby to wykorzystał. Po licznych próbach zmiany tematu, stwierdził, że domyśla się że nie w porządku się zachował, ale mu było głupio później się odezwać itd. Że wszyscy myślą, że to jego wina zawsze jest za wszystko i że ja też tak myślę. No jak to? Wcale tak nie myślę, tylko żeby dał sobie pomóc, a nie odcinał się jak coś się dzieje, że ja tak nie chce. Pogadaliśmy z trudem naprawdę, tak uciekał od tematu jakby się bał nie wiem czego, wewnętrzny opór czy co? Nie mam pojęcia. Jak wróci za parę dni ma się już odzywać, przynajmniej spróbować.
Wiem, że parę dni temu już go skreśliłam, ale naprawdę mi się go szkoda zrobiło. I naprawdę mi na nim zależy. Całe życie działał sam dla siebie, sam się o siebie tak naprawdę troszczył, to że podejmował i może podejmuje cały czas złe decyzje, też nie pomagają. Rozumiem, że rodzice w końcu powiedzieli dość, ale żeby tak od razu skreślać dziecko? To mnie zastanawia, nie wiem może ja jestem jakaś dziwna, nie potrafię ludzi skreślić, mimo że wyrządzili mi jakąś krzywdę, no nie umiem. Nie uważam z resztą, że to jest złe. Cały czas się zastanawiam jak do niego dotrzeć, jak nauczyć go rozmawiać, może w końcu mi się uda…

Teraz mogę powrócić do pracy, tzn. tylko tyle, że jutro mam na szóstą Ale szukając plusów, 14:45 kończę pracę. Wcale nie chce mi się tam iść, mam nadzieję, że będzie Karol, ale może w końcu on też sobie wolne zrobił. W sumie dobrze też, że Kaśka będzie, zawsze to dodatkowa osoba. Muszę pomyśleć na temat szkoleń nowych osób. Jakby to ogarnąć.

Jakieś zmęczenie mnie dopadło, dopiero 21, a ja zasypiam przed laptopem. Chociaż patrząc perspektywicznie 4:20 wstaję, to w sumie już powinnam iść spać. Poczekam na Natalkę, bo za niedługo ma być, wykąpię się i naprawdę idę spać, nie ma to jak swoje łóżeczko
 

 
Jak się idealnie wpasowałam w czas

Dzisiaj będzie inaczej, tzn. zgodnie ze słowami kogoś tam:
„Jeśli nie porzucisz przeszłości, ona zniszczy Twoją przyszłość. Żyj tym, co oferuje teraźniejszość, a nie tym, co zabrała przeszłość”

Tak właśnie zrobię. Nie będę dodawać wpisów z przeszłości i ciągle się do niej cofać, wszystko będzie na bieżąco. Dokonam tylko podsumowania listopada w skrócie, co by wszystko miało jakiś tam sens i ruszę do przodu. Muszę ruszyć do przodu, dwa rozczarowania miłosne w tym roku to jednak za dużo…

No więc tak, druga połowa października to w zasadzie obserwacja tego co dzieje się w pracy, czyli rozpoczęcia rywalizacji między sobą i marudzenia jak to jest źle, gadanie jedno na drugie itd. Jeśli chodzi o Małolata to z grubsza wersja: przyjedzie/ nie przyjedzie, odezwie się/ nie odezwie i tak co chwila. Kolejna sprawa to kierowanie moją przyszłością, moim życiem każdego z wyjątkiem mnie.
„Obecny tydzień mogę spokojnie nazwać tygodniem „nauki życia”, a dlaczego? Bo mam wrażenie, że wszyscy wokół mówią mi jak mam żyć… Wczoraj był to Karol, że nie samą pracą powinnam się zajmować, że powinnam próbować nowych rzeczy, wychodzić z domu itd. Dzisiaj dla odmiany jest to najpierw Gosia, która mi napisała, że faceci się mnie boją, że lepiej nie mówić nic o sobie, nie mówić, że jestem kierownikiem, ani że sobie zawsze poradzę. Haha no serio? To może jeszcze mam udawać lekko upośledzoną i ociemniałą istotę? Bez przesady. To, że wiem czego chcę od życia i to że sama wszystko osiągnęłam to nie wada, tylko moja ciężka praca i dostrzeganie swoich niedoskonałości. Nie mam zamiaru udawać kogoś innego.”

Początek listopada i znów ten sam temat Małolata wzloty, czyli wspólny czas i upadki, czyli jego brak, brak kontaktu itd. Odezwał się też Grzesiek, po co? Nie wiem? Denerwuje mnie ten gość, ma narzeczoną, a takie rzeczy gada, aż żal słuchać. Mam w dupie tą laskę, ale to nie w porządku, mimo wszystko.

„Jestem zmęczony, szefie. Zmęczony wędrówką, samotnie jak jaskółka w deszczu. Zmęczony tym, że nigdy nie miałem przyjaciela, żeby powiedział mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy. Głównie zmęczony tym, jacy ludzie są dla siebie. Zmęczony jestem bólem na świecie, który czuję i słyszę… Codziennie… Za dużo tego. To tak, jakbym miał w głowie kawałki szkła. Przez cały czas.”

"Tacy właśnie są faceci. Starasz się, dogadzasz, gotujesz, sprzątasz, pierzesz, nie masz pretensji kiedy chce wyjść z kolegami, czy jak pije z kolegami. Tego nie doceniają, szybko się nudzą i szukają innych wrażeń, szukają tych jednorazowych pustych lasek, które się cieszą jak dostaną drinka, albo jak zrobią komuś loda, które się wpierdalają w czyjeś życie w tych pięknych szpileczkach. Budzi się później przy takiej i stwierdza wspaniałomyślnie, że źle zrobił, o jak źle zrobił… Szkoda, że nie ma już obiadków, porządku w domu i tej która cały czas była. To co dobre się skończyło, ale Ty chłopcze obudziłeś się z ręką w nocniku." Ot taka luźna dygresja listopadowa.

"Mam dość już ogarniania czyjegoś życia. Nic nie rozumiem, naprawdę nie pasuję do tego świata, do ludzi, którzy mnie otaczają lub do ludzi którym nie mogę pomóc. Ci dobrzy i wielcy dostają po dupie, Ci źli i nędzni dostają to czego chcą. Dlaczego tak jest, dlaczego nic nie może pójść łatwo, dlaczego zawsze z takim trudem?"

"Miesiąc zakończę pozytywnie, gdyż nastał dzień kiedy zdałam Państwowy Egzamin Teoretyczny 72/74 punkty. Jestem Kozak "

No i jestem na bieżąco
 

 
Pierwsza nocka za mną, nie było źle, ale dobrze też wcale. Ci nasi sprzedawcy są tacy wolni, i jeszcze tak wiele rzeczy nieogarnianą, że to wszystko się tak w czasie odwleka… No nic, dzisiaj będę kończyć resztę. Jutro ta M., jeszcze mam zostać po nocce do 10-12, mam nadzieję, że dam radę. W poniedziałek na 60 i mega ważny dzień WIZYTACJA. Mogłoby już to się skończyć, człowiek by wrócił do normy, bo naprawdę ducha można wyzionąć.

Tematu Małolata nawet nie poruszam, szkoda gadać, nie odczytuje wiadomości na fejsie, nie odpisuje, nie odbiera telefonów. Nie to nie, chciałam żeby było dobrze, ale on widocznie nie chce, to sama nic nie poradzę. Koniec tematu.

Taki ładny śnieg był jeszcze tydzień temu, a teraz, szaro, buro i ponuro. Robię sobie kawę i biorę się za jakieś zajęcie. Musze powoli ogarnąć kalendarz.
 

 
A chwilę popiszę, bo zaraz zawijam spać.
Sprawa pierwsza- Małolat. Ale krótko, bo mi się nawet nie chce tego roztrząsać i analizować, już sama nie wiem co czuję, czy mam nadzieję, czy daję sobie spokój. A no miał przyjechać, przynajmniej tak twierdził w sobotę „na pewno przyjadę w środę”, ale się nie odzywa i nie przyjechał rzecz jasna. W dupie mnie ma, więc ja też go muszę mieć. Jak to sobie często powtarzam jak tylko jedno chce to i tak nic z tego nie będzie. Choćbym nie wiem jak bardzo się starała.

Sprawa druga to praca. Tutaj to już w ogóle masakra, mój ostatni wolny dzień to piątek i na razie przynajmniej do wtorku następnego się nie zanosi żebym jakieś wolne miała. Nie mam sił, jestem przemęczona, sfrustrowana i mam wszystkiego dość. Szczególnie ludzi, a Melanie doprowadza mnie do szału, dosłownie. Do tego ten przyjebany AT i ŁF. Komplet jak siemasz.
Dobra będzie tego pisania, bo padam na mordę. Dobrze, że jutro to zamknięcie, przynajmniej w miarę się wyśpię… Wszystko inne mi na tą chwilę obojętne.
 

 
No patrzcie grudzień się zaczął i to już czwarty Z czego tu się cieszyć? W sumie to dzisiaj planowałam sobie miesiąc, ten ostatni w tym roku i zaplanowałam podsumowanie roku pamiętnikowego. Podzieliłam go na 3 etapy i jestem jakaś taka podekscytowana, ale podeszłam do tego very smart, bo najchętniej to już bym wzięła i zaczęła to robić i pewnie ze dwa miesiące bym przebiła i by mi się znudziło, a tak to sobie poczekam, ochłonę i dopiero będę analizować co to mi się przytrafiło
A na razie o tym co przytrafiło mi się teraz

To może najpierw od Marcina. Tak właśnie od Marcina. W piątek do mnie napisał. Znowu. Ha! Tak właśnie patrzę i równo miesiąc temu pisał hehe ;] No i o czym to pisaliśmy? A no standardowo o wszystkim i o niczym, ale… Właśnie ale tym razem to nie wiem czy ja sobie może wkręciłam, czy rzeczywiście można wyczuć jakieś wspomnienia- tęsknoty… Pisałam z Gosią, na ważne życiowe tematy więc chwilowo kazałam mu poczekać. Tak Katarzyno nie poznaję Cie, każesz facetowi poczekać aż mu odpiszesz, bo koleżanka jest ważniejsza. Brawo Ty Coś tam popisaliśmy, że jestem roztrzepana, bo rano i dopiero kawę sobie zrobiłam.
M: Nie no Ty ładnie z rana roztrzepana wyglądasz
O kurde, aż mnie trochę przytkało. Jak tam pisał raz na jakiś czas to nawet nie było mowy o jakichś aluzjach czy coś, a tu proszę. Oczywiście musiałam się pochwalić, że zdałam testy
M: No bo już byłem gotowy przyjechać do wawy i Ci furę dać żebyś wracała hah
M: facet jest?
M: Haha zawsze jak gadamy pytam się o to
M: Haha ale interesuje mnie to
Ja: haha czemu Cie to interesuje?
M: A bo ciekawski jestem
M: Interesuje mnie czy w wawie też masz tak wszystko poukładane starannie na półkach
Ja: hehe nie mam półek w pokoju xD
M: To jest ten chłopak czy nie? Jakiś warszawianin?
Ja: hehe Warszawiacy odpadają nie to co Radomiaczki
M: Haha Radomiaki to spoko chłopaki
M: I nie każdy chodzi w dresach
Ja: ach tak są wyjątki nie dresowe
Zapytałam o jego sprawy sercowe, skoro on mnie pyta to czemu ja mam nie zapytać Napisał, że nie ma się czym chwalić że raz lepiej raz gorzej No to pytam czy jest ktoś, to napisał, że sam nie wie. Hmm czyli nie ma No i pisał, że się usunie z facebooka, że tylko z Messenger będzie korzystał, w sumie to nie wiedziałam, że tak można. Za uświadomienie mnie zażyczył sobie dychę Takie żarciki niby
M: Albo kawę tylko tym razem bez nutelli
Ja: haha może być kawa, bez nu telli
M: Też wolę kawę niż czek
Pytał czy już ciotką zostałam, kurde tyle faktów pamięta, że aż się zdziwiłam
M: No to namawiaj siostrę na dzidzie albo sama rób
Ja: No gdzie ja z kim hehe
M: Ty to sexy mamuśka byś była
Ja: czekam na przystojne geny haha
M: No no ;]
Ja: łapiesz się? xD xD xD
M: Hmm nie wiem czy przystojne czy nie czy przeszedłbym jakiś casting hah
Ja: no jesteś jesteś
No i znowu dla mnie brawo- pierwsza zakończyłam rozmowę Chociaż napisałam, że jak będzie chciał na tą kawę to żeby się odzywał, ale pierwsza napisałam, że uciekam to już coś
M: Do usłyszenia i powodzenia pewnie będę pisał
 

 
… na swoim łóżeczku, pod swoją pościelą, na swojej poduszeczce. W sumie to dobrze, że jutro wolne. Psychicznie się może jakoś w ten stan pracy wprowadzę…
Priorytet 1: Spis treści + plan pracy magisterskiej
Priorytet 2: obiad
Priorytet 3: Karta miejska
Priorytet 4: Posprzątać
Priorytet 5: Plan na wtorek.

Do Małolata zadzwoniłam, wiem- nie wytrzymałam, ale nie chciałam mu dokręcać zmartwień moją osobą. Tak przynajmniej to sobie tłumaczę. Kiedyś się nie odzywał, bo miał przyjechać, a oczywiście się nie odezwał wcześniej. Nie przyjechał i bał się odezwać, bał się mnie ;] Także po tym jak mu wysmarowałam wiadomość na fb stwierdziłam, że sam się jednak nie odezwie, bo uzna że już jest skreślony Nie ukrywam, że wczoraj go skreśliłam, ale jak to ja, dzisiaj temat przemyślałam i spuściłam trochę z tonu. W każdym bądź razie odebrał, po długim dzwonieniu… No halo Kasi, no halo, halo. Gadał, że cały czas załatwia sprawę z samochodem i dlatego się nie odzywa, nie ma czasu… No serio, nie ma czasu napisać sms? No ludzie…, ale dobra, mówię mu żeby nie myślał tylko o sobie. Przepraszał, że się zobaczymy w poniedziałek albo we wtorek, ale nie obiecuje itd.
Dobrze, że chociaż żyje i nic mu nie jest. Nie może tak robić, albo ja muszę przestać o nim myśleć. Albo, albo Uspokoiłam się jednak, jakoś to będzie. Będzie dobrze. Wierzę w niego, cały czas.
 

 
Doznałam chwilowego załamania, pobeczałam się, oj zbierało się, zbierało. Powód? Chyba wszystko wokół. Nie chce iść jutro do pracy, ale nie dlatego, że jestem leniwa, że nie chce mi się pracować. Nie chce tam iść, bo nie czuje motywacji, nie chce oglądać tych twarzy, nie chce z nimi rozmawiać, a przepraszam- udawać, że rozmawiam, bo ani ja nie powiem co o nich myślę (tego samego dnia dostałabym wypowiedzenie albo odbyłabym ciężką rozmowę z HR), ani oni nie powiedzą mi co myślą. Przestępujesz próg i przyklejasz na mordę uśmiech, nie masz na to ochoty, boli Cie serce od tej niemocy, ale i tak musisz się uśmiechać, musisz grać w tym cyrku… Wszystko jest jakieś popieprzone, nie jest tak jak być powinno. Nie mam wspaniałej rodziny na którą mogę liczyć, nie mam idealnego faceta, nie mam męża, nie mam dzieci, nie mam swojego domu z ogródkiem, nie mam wakacji, wiele nie umiem, wiele nie wiem. Chciałabym coś zmienić, ale nie mogę. Nie mogę wystartować, wpadłam znowu w ten okropny stan. Jak sama sobie z tym nie poradzę to i tak mi nikt nie pomoże. Ciągle sama, ciągle skazana na siebie, zero oparcia w kimkolwiek.
To jest chore. To wszystko jest jakieś popierdolone. Ogłupieć idzie.
 

 
Oto urlop się kończy… nie tak znowu całkiem, bo jeszcze jak się okazało mam poniedziałek wolny jednak wpadłam już w taki stan depresyjny powrotu do tej strasznej rutyny i samotnego życia, że coś okropnego. Na serio mogłabym się pobeczeć ot tak. Niestety nie mogę, bo trzeci dzień, a w zasadzie wieczór jestem u Natalki. Za chwilę ruszamy na Warszawę… tak bardzo nie chce tam jechać, tak bardzo, bardzo.., ale cóż, na razie nie mam innego wyjścia. Móżdżę od kilkunastu dni nad zmianami i w końcu one nastąpią.
Zapewniam siebie, że nastąpią… Priorytet nr 1 to moje prawko, autentycznie muszę to mocno przyspieszyć i uzyskać swą zupełną niezależność. Priorytet nr 2 to podróż do Tajlandii. Tak, tak, muszę to w końcu zrobić. Zaplanuję sobie wymarzoną podróż ooo tak.
 

 
Już wiem! Już wiem o co w tym wszystkim chodzi, oczywiście w sprawie Małolata. Powszechnie wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają, proste. Więc analizując Małolatowe konwersacje, doszłam do rozkminy następującej. On jest zawsze wesoły, nigdy smutny, zawsze się śmieje, wszystko obraca w żart, albo śmiechy hihy. Dobra przesadziłam, nie w 100 % zawsze, ale w 99%, a ja stara baba zamartwiająca się całym światem i wszystkim co jest możliwe, potrzebuję takiej osoby, aby móc przy niej poczuć taką naturalną radość chwili. O tak, to niezwykle mądre z mojej strony
Powoli następuje ten czas, rozpaczliwego końca urlopu. Nie chce wracać do tej roboty. Nie chce wracać do Warszawy. Chce wrócić do Radomia.

Małolatowe konwersacje:
(…)
Ja: Jadowniki koniec świata, no tak
D: Troszki tak
Ja: Było miastową dziewczynę sobie znaleźć
D: Nie denerwuj mnie
Ja: nie denerwuje Nie dygaj
D: Jeszcze raz tak powiesz to się obrażę!

Jest kilka etapów odczuć. Już wyjaśniam o co chodzi. Jeszcze do dzisiaj myślałam, że mimo wszystko jeszcze gdzieś pojedziemy. No, bo może się dziś wyśpi, może wieczorem pojedziemy, a jak nie dzisiaj to pewnie napisze, że zamiast do Radomia jechać jutro, zabiera mnie w góry tak jak obiecał. Przez cały dzień tak myślałam, w sumie przez wieczór też, do 21:27. Dzwoniłam, nie odebrał, poszłam umyć głowę, w tym czasie napisał:
„Wiem że dzwoniłaś ale serio nie mogę gadać bo jest lipka
Nieważne nie mogę odp. A n nic nie”
Koniec wypowiedzi, no to super. Także góry sobie mogę na zdjęciach pooglądać… Naprawdę jeszcze dzisiaj skrycie miałam jednak nadzieję, że kurwa pojedziemy. Tak chciałam gdzieś pojechać. Minęło 2 tygodnie urlopu i najdalej gdzie wyjechałam to do Kielc… z Michałem na zakupy… zajebiście. Jak zwykle. Przysięgam, że jak będzie 11 listopada, wezmę sobie wolne 10 i 12 i pojadę sama. Wyłączę telefon i posiedzę sobie sama, pierdole wszystkich w sam łeb. Muszę się gdzieś ulotnić, bo zwariuję, naprawdę zwariuję. Nawet nie da się tego określić, jakie ja za każdym razem przeżywam rozczarowanie, staje się to niestety bolesną rutyną… Przestań kobieto tworzyć te scenariusze!
 

 
Tak, Katarzyna szuka motywacji, powoli ją odnajdę. Pogoda jest gorzej niż chujowa, wali deszczem po szybach, zło.

Małolat napisał, że jedzie w góry coś tam zawieźć rodzicom, myślał żeby mnie zabrać, ale tego nie zrobi, bo to niezmiernie męcząca podróż, innym razem. Odpisuje, że może nie być okazji, co masz na myśli? (gówno) nie no nic, jedź ostrożnie.
Jednak chcesz być „fajną laską”, chociaż dzisiaj jest tak fatalna pogoda, że wolałabym żeby jednak mimo wszystko komfortowo jechał, a nie zły, wkurzony czy coś tam. Nie jestem fajną laską, po prostu zamartwianie i rozsądek wygrywa ze złością, to się chyba nazywa dobre serce?
Tak sobie myślę, że jednak mam nierówno pod sufitem. I naprawdę nie wiem czego chcę.

Tak sobie rozmyślam o tym moim Małolacie, no bo chyba już tak mogę mówić. No kurde zachowuje/ zachowywał się tak jakbyśmy byli razem, więc ja to tak będę odbierać, w końcu spaliśmy też razem. Co prawda na tym samym łóżku tylko nic więcej nie było, ale spanie to spanie Dochodzę jednak do wniosku, że On mi się wcale nie podoba, tzn. budowę ma fajną, ładny uśmiech, niebieskie oczy, ale ma taką młodziutką twarz ok., ja też staro nie wyglądam, no ale na serio dzieciak z twarzy. No więc co w nim takiego jest, że chce mi się w to bawić, że chce mi się ryzykować uczuciem? A no nie wiem, ma w sobie coś pociągającego, coś intrygującego co Katarzynę kusi , ma niski głos, jest zabawny, jest wygadany, ma swoje zainteresowania i pasje. Tak, tak pasje: Legia Warszawa, wędkowanie. Nie chodzi konkretnie o te rzeczy, ale o sam fakt, że się tym interesuje, aktywnie uczestniczy.
Co prawda priorytetów życiowych nie umie sobie za grosz zadać, ale w końcu ma 23 lata. Michał ma 24, a jest jeszcze głupszy. No i przede wszystkim tyle nie chleje, albo tak przynajmniej mi się wydaje. Z dotrzymywaniem słowa też bywa różnie, ale chyba w tych ważniejszych kwestiach słowa dotrzymuje. Przez to sama nie wiem jaki kurs na niego obrać. Nawet dzisiejsza wypowiedź, krótka, ale do rozkminki:
D: Dziś czeka mnie ciężka misja
Ja: Jaka?
D: Muszę przejechać z 1000 km
Ja: to gdzie Ty jedziesz??
D: Tam gdzie niebawem będziemy w góry hehe, ale to jadę bo muszę mamie kurtki przywieźć
Ja: no to jedź, niebawem to jadę do Warszawy
D: Spokojnie Kasi spokojnie, jak już to ja Cię zawiozę Także jeszcze zobaczymy czy pojedziesz
Ja: pojadę pojadę, a Ty sam jedziesz?
D: No sam, tak właśnie myślałem żeby Cie wziąć ale to jest ciężka przeprawa, w sensie jeżdżenia od skur
Ja: co to znaczy?
D: Znaczy że będę w domu koło 3 pewnie
Ja: zabierz mnie
D: Oj Kaś następnym razem
Ja: może nie być okazji
D: Co masz na myśli
Ja: nie no nic, jedź ostrożnie
Teraz pytanie, pojedziemy w te góry? Czy w dupe pojedziemy? Ale nie ma co na zapas analizować, jak się nic nie zmieni, w piątek jadę do Rdm, mama mnie zawiezie do Gosi, spotkamy się u niej z Natalką, posiedzimy, pogadamy, przenocują mnie, a w sobotę pojadę do Warszawy. Jeśli nie będzie padać w niedzielę, mam ambitny plan coś zwiedzić warszawskiego. Alternatywa jest, więc będzie ok.

Niby mam w dupie Grześka, ale tak się zastanawiam, czy zadzwoni dzisiaj, bo coś tam ostatnio pieprzył, że przyjedzie w środę jak wróci z delegacji czy coś tam. Nie chciałabym się z nim spotkać, na pewno nie nocą. Z resztą w ogóle nie chce się z nim spotkać, nie odczuwam takiej potrzeby. Nic dla mnie nie znaczy. Muszę się zatem trzymać tego, że są zasady, których nie złamię, brzydzę się zdradą, wzbudza we mnie pogardę itd., więc sama też tego nie robię. Proste.