• Wpisów:168
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:5 dni temu
  • Licznik odwiedzin:23 808 / 664 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
20:30
Nadszedł również czas na to by w końcu się zorganizować. Tak, to będzie ten czas, spraw do ogarnięcia jest tyle, że aż strach, a odkładania na później i na kiedyś jest jeszcze więcej. Iza ostatnio mi powiedziała, że nie jestem tak dobrze zorganizowana, tylko stwarzam takie pozory. I co? Jest w tym masa racji. Oczywiście to nie było jakimś wyrzutem, bo akurat w tym przypadku chodziło o to żebym zapisała się na badania, ale punkt trafiony w samo sedno.
Urlopu mam jeszcze chwilę, zapewne za dużo nie uda mi się zrobić, ale przecież mogę sobie uporządkować wszystko tak by ułożyć racjonalny plan i wyjść z uniesioną głową na koniec roku a co, tak zrobię.
Od czego zatem zacznę? No przecież wiadomo od listy zadań, wszystkich, od bzdurnych po te bardzo ważne, te bliskie w czasie i te bardzo odległe. Nie no dobra, najpierw to może ułożę sobie te wszystkie papiery, które przywiozłam do domu i które podczas urlopu miałam wszystkie opracować i uporządkować. To będzie moim startem, no bo jak mam się dokopać do poprzednich list i stworzyć hybrydę. Taka mądra jestem, nauczyłam się korzystać z tego co wcześniej tworzyłam, a nie na pałę pisać ponownie i powielać te same rzeczy ;]

21:29
Zaginęłam w akcji, ale uporządkowałam papiery i ułożyłam plan do końca tygodnia, co prawda nie był zbyt skomplikowany bo sobota i niedziela wyłączona jest z tego, ale zawsze trzy dni uporządkowane i jakoś to w miarę wygląda ;] Do tego jeszcze wypisuje cały czas rzeczy do ogarnięcia i wpadłam na genialny pomysł, żeby nie tworzyć kolejnej kartki z listą, będę sobie zapisywać wszystko w małym notesiku, taki co sobie noszę w torebce, taka ze mnie sprytna bestia. Powoli zaczynam dążyć do tego by jednak te kartki wszystkie fruwające wolno gdzieś skumulować w jedność, zeszyt, segregator whatever (czy jak to się światowo pisze ).



Jutro się zajmę kalendarzem z pracy, jakoś nie mam pomysłu jak sobie lepiej zorganizować czas mojej pracy. Robię masę rzeczy, ale jest to dość chaotyczne i mam wrażenie, że ten mój cenny czas przelatuje mi przez palce. Może wszystko miałoby ręce i nogi jakbym nie wykonywała obowiązków swoich, kierownika i drugiego managera, a czasem nawet i sprzedawcy. Hmm może rzeczywiście coś w tym jest. No cóż, nie zmienia to faktu, że wymyślić coś muszę, a wymyślę coś na pewno. Chyba się zwolnię
 

 
Kontynuacja urlopu.

Jestem na jego półmetku. Wróciłam z Niemiec, plan został zrealizowany, Michał ze mną pojechał, odwiedziłam siostrę, odhaczyliśmy chrzciny i wróciliśmy. Było naprawdę w porządku, szkoda, że tak krótko wszędzie byliśmy, ale i tak było ok.

Niemcy są naprawdę na maksa zorganizowanym krajem, wszędzie czysto, nie ma nic przypadkowego, domy postawione w porządku, niby każdy inny, ale wszystkie są ze sobą spójne. Bardzo dużo kolektorów słonecznych, wiatraków, inwestycje w źródła odnawialne na wysoką skalę. Oczywiście to są moje prywatne spostrzeżenia, nie wiem jak jest naprawdę i jak to gospodarczo i politycznie wygląda, to mnie nie interesuje, piszę o tym co widziałam.

Rzecz jasna, że musiałam odwiedzić centra handlowe, no bo jakby to było ;] Okazje życia, zakupy udane Czas spędzony z rodzeństwem, bezcenny. Michał bez alkoholu to największy bezcenny czas, chociaż te kilka dni.

Powróciłam jednak do wiejskiego życia, nie jest źle, ale już nie mogę usiedzieć w domu. Nie to żebym się jakoś nadmiernie nudziła, ale dom rodzinny to już nie moje miejsce, ograniczenia tego co mogłabym robić, narzucanie nawet nieświadome przez innych co trzeba, co nie trzeba, co powinno się robić, a czego nie. Wole swoje mieszkanko, co prawda wynajmowane, ale własne kąty przez siebie zagospodarowane. Dlatego jutro po południu sobie pojadę, załatwię drobne sprawy i wrócę w czwartek rano do fryzjera, a wieczorem na mszę za tatę, potem grzeje na Wwa do D. Już się nie mogę doczekać…

Bronię się strasznie, żeby się za szybko nie angażować, ale ciężko tego nie robić, kiedy on jest taki kochany i nie mogę mu nic zarzucić. Naprawdę ciężko. Zobaczymy jacy są jego znajomi, okazja do zapoznania już wkrótce, bo w piątek. Jedziemy razem na Słowację. Jak ja bym chciała żeby On był tym ostatnim moim partnerem, no o niczym innym już nie marzę. Tylko o stabilizacji, o niczym więcej. Niech będzie moją motywacją, celem i ostoją do której zawsze będę dążyć
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: Ja mam okazję pojechać do niemiec bo mojego chłopaka mama tam mieszka ale jakoś nie mogę się przełamać i tam jechac...zakupy na pewno udane! Zazdroszczę ! ;) Nie ma to jak swoje mieszkanie masz rację, wszystko wtedy jest po Twojemu i nie musisz robić tak jak ktoś chce. Życzę szczęścia z chłopakiem! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy dzień urlopu.
Zapowiadało się całkiem zacnie. Wyspałam się, wstałam z ochotą do wszystkiego, bo bez budzika. Spakowałam się, wypiłam kawę i w drogę, najpierw do galerii, ale mój potencjalny mąż namącił mi już tak w głowie, że miałam wyrzuty sumienia, że cokolwiek kupuję Tyle mi opowiadał o oszczędzaniu, kieszonkowym i zarządzaniu funduszami Powrót do domu, na wieś.
Wsi spokojna, wsi wesoła.
Babcia na dzień dobry od razu zdała mi relacje, jak to Michał spada na dno, jakbym sama o tym nie wiedziała i dostatecznie mało to przeżywała… Swoje musi powiedzieć i nic jej nie zatrzyma, wczesne popołudnie mimo wszystko było całkiem spoko. Do momentu, gdy zadzwonił P. … moja ulubiona kierowniczka… Wczoraj zostawiłam plan kolejnej przebudowy, już pominę fakt braku kompetencji osób, które zajmują wyższe stanowiska i jak mniemam powinny mieć większe doświadczenie i lepsze wyobrażenie o pracy. Nie mają. Dzisiaj się o tym przekonałam i potwierdziłam swoją opinię na ten temat. Plan był stworzony, jak się jednak okazało, za mało dokładny… no przepraszam bardzo, skoro kierownik swojemu kierownikowi regionalnemu ma coś przedstawiać to rozumiem, że wie o czym mówi i potrafi zanegować abstrakcyjne pomysły. Nie potrafi. Zatem przechodzimy do punktu wyjścia i realizujemy kolejny remodeling sklepu tylko dlatego, że nikt nie potrafi wyrazić swojego zdania. Ale dobrze, mnie nie ma przez najbliższe 1,5 tygodnia zatem niech się dzieje co chce. Czas najwyższy przestać sprzątać po czyichś decyzjach, a już na pewno czas przestać przejmować się tym na co nie mam wpływu.
Jutro wyjeżdżamy z Michałem do Karoliny, spotkanie rodzeństwa na obczyźnie Oby bez problemów, oby było fajnie Będzie, innego scenariusza nie przewiduję. A za tydzień w weekend Słowacja z moim D., potencjalnym mężem, chociaż na razie nie ustaliliśmy czy jesteśmy parą czy jeszcze nie i czy w ogóle nią będziemy, chociaż mówi do mnie żono, co jest niezwykle przyjemne.

Tym oto sposobem powróciłam do pisania, oby. Tak myślę ;]
 

 
Już marzec. No tak, czas nie stoi w miejscu.
Długo nie pisałam, długo się nie odzywałam. Był czas na przemyślenia, na określenie planów, na określenie tego kim jestem, kim chce być i do czego chcę dążyć. Jedno jest pewne, w końcu osiągnęłam wewnętrzny spokój. Jestem zgodna sama ze sobą. Proste, że w dalszym ciągu nie chce żyć sama, ale naprawdę nie odczuwam smutku z powodu tego, że nie mam nikogo. Są ważniejsze rzeczy. Dzięki temu, że doszłam do takiego wniosku w końcu poczułam, że jestem szczęśliwa. Co było tego przyczyną tak naprawdę to nie wiem. Ważne co jest tu i teraz.

Po pierwsze, w pracy zmienił mi się kierownik, niestety. Ale co rozpaczać, stało się, trzeba się nauczyć jakiejś podstawowej współpracy, nie ma innej rady. Kolorowo nie jest. Odczuwam dużą presję, ciągle mu coś nie odpowiada, mam wrażenie, że jak coś nie dzieje się tak jak powinno to moja wina. No, ale co ja na to poradzę, że ciągle mu coś nie pasuje. Daję z siebie wszystko, więcej się nie da. Może jakoś się to wszystko ustabilizuje, trzeba poczekać. Nie chce mi się nawet tego wszystkiego opisywać. Ostatnio mi zwrócił uwagę, że go zdominowałam podczas wizytacji DM, a on się chciał pokazać, bo właśnie po to zadaje pytania i włazi w każdą dziurę… Żałosne, ale niech mu będzie. Więcej razy się nie będę odzywać. A teraz poszedł na urlop, więc sklep przez tydzień jest w moim władaniu. Obym nie utonęła

Po drugie jestem w stałym kontakcie z Jakubem. Zaprosił mnie w Walentynki do kina… tak ja w Walentynki w kinie xD Dostałam też kwiatki ha ha, ale żebym nie była taka okropna to niech będzie, liczą się chęci widzieliśmy się też w niedzielę, jak wrócił z Alp No jest fajny, sympatyczny, interesujący itd. Ale chemii to tu chyba nie ma, przynajmniej na razie. Z resztą sama nie wiem chyba czego chce. Raz chce, raz nie jestem pewna. Może nie ma co się zastanawiać na zapas, są rzeczy o których nie powinno się chyba myśleć za dużo ;] Pożyjemy, zobaczymy. Na razie jest ok., nikt nie każe mi za niego wychodzić i nawet nie wiem czy on tez chce Nieważne, ale jak się już wypowiadam na jego temat to pomysły ma fajne i sposób myślenia też jest fajny, ale chyba się wstydzi tzn. chyba jest nieśmiały mimo tak jakiejś gadki szmatki, a ja oczywiście kołek pierwsza klasa. Sztywna jak nie wiem co. I co jest jakimś w ogóle absurdem? On gada cały czas, ja się prawie nie odzywam to jakiś fenomen w ogóle

Po trzecie- rodzina. Naprawę źle się dzieje, to już nie są opowiadania jak to źle, bo ojciec pije, bo brat pije, bo są awantury. To już przerodziło się w rękoczyny… zainterweniowała policja, musi się stawiać na komisariacie, musiał chodzić na leczenie. Marne skutki z tym leczeniem oczywiście. Na razie jest względny spokój, ale ostatnio jak przyjechałam, poprawy nie zauważyłam….
 

 
Koniec urlopu.
Niestety. Została jeszcze tylko niedziela. Nie byłam na żadnym wyjeździe, feriach ani nic takiego podobnego. Wczoraj całkiem spontanicznie znalazłam się na stoku I pojeździłam na nartach, było bardzo fajnie i cool





Jednakże dzisiaj nie o tym. Czas na moje wywody. Od czego by tu zacząć? Nadal jestem samotna, rycerz na białym koniu się nie zjawił. Niestety nie mam nad tym żadnej kontroli, więc te tematy również odpuszczam. Skupię się na tym nad czym mogę mieć kontrolę- nad moim życiem. Mogę sobie nazwać mój ultra krótki urlop- urlopem rozważań o moim życiu. Do odpowiedniej motywacji jeszcze mi bardzo daleko, ale chodzi o to, że w końcu sobie uświadomiłam po rozlicznych próbach, niepowodzeniach i upadkach, że to czym się teraz zajmuję, jak wygląda moja sytuacja i to jak spędzam każdy dzień zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Od tego czy mi się chce, od tego czy mam na coś ochotę czy też nie. Wielu rzeczy się boję, mimo że inni mówią że jestem odważna. Gówno prawda, pewnie że nie jestem odważna, ale czy jak będę cały czas się bała zrobić cokolwiek to czy coś się zmieni? Nie zmieni się. Żeby dojść do takiego stwierdzenia nie trzeba być inteligentnym. Ułożyłam sobie zatem plan na ten rok. Nie cele, nie wyzwania, ale konkretny plan, z konkretnymi zadaniami, z konkretnymi datami. Dostosowany do moich finansów i dysponowanego czasu. Plan realny, choć wcale nie łatwy. Będzie się różnił zapewne drobnymi miesięcznymi szczegółami, wynikającymi z niezależnych ode mnie sytuacji. Niemniej jednak, będę dążyć do jego realizacji. Wiem że dam radę. W końcu przecież ja się nie poddaję, złamie mnie tylko choroba i śmierć. Nic więcej. Na pewno nie mogę zapomnieć o Bogu, a zapomniałam… dlatego to też się zmieni. Nie chodzi mi o to, by być świętoszkiem, ale o to bym nigdy nie zapomniała, że On jest mi zawsze potrzebny, jest wszędzie, bez Niego nie mam nic.
Teraz uwaga. Oglądałam Avengers- czas Ultrona, niestety limit oglądania filmów mi się wyczerpał i niedooglądałam do końca. Ale chodzi o to, że jest tam Jarvis- inteligentny program i tak mi się skojarzyło, że to co robię, czym się interesuję, czego mi potrzeba, co chcę robić jest wszystko ze sobą powiązane i się ze sobą łączy. Oczywiście leże już na łóżku, ale chciałabym rozrysować właśnie taką powiązaną mapkę. Może bym to właśnie w Autocadzie zrobiła. To nie głupia myśl. Określiłam sobie listę zainteresowań, kolejną listę celów, jeszcze jakieś inne listy organizacyjne w tej tematyce, co bym chciała robić, kupić, mieć, zobaczyć itd. Chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda. Nadchodzi czas zmian. Czuję to. Będą to dobre zmiany dla mnie. Tak jak sobie wcześniej zaplanowałam, niech to będzie rok dla mnie samej. Bo jestem sama i mam komfort decydowania o sobie, bez komunikacji innym. Moje życie, moje wybory. Nawet jak mi się nie uda, przynajmniej będę wiedziała, że spróbowałam.

Jeju jaka ja jestem mądra
 

 
Milion myśli
Cały czas mam w głowie to co się wydarzyło. 2 pogrzeby w jednej rodzinie, w jednym czasie to za dużo. Jeden chociaż w pewnym sensie spodziewany i tak bolesny. Ale ten drugi, nie mogę sobie cały czas wyobrazić dlaczego to się wydarzyło. 8 miesiąc ciąży, bez komplikacji, nagle nie czuć ruchów. Trzeba urodzić martwe dziecko. Ale komu takie dziecko zawiniło? Po co Bogu taki maluszek, jaki był tego cel. Straszne wyobrażenie jacy jesteśmy krusi w obliczu choroby i śmierci. Pokazanie tego co w życiu jest ważne, ale w aż tak brutalny sposób?
Powoli do mnie dociera co się stało. Coraz bardziej mnie to dołuje, teraz to się nawet rozkleiłam i bucze. Babcia powiedziała, że to życie czasem jest strasznie pokręcone. Jedni cały czas mają pod górę, nie wiedzie im się wcale, ciągle jakieś problemy, a innym jakoś lekko przeleci, bez problemów i zmartwień.
A ja durna martwię się pracą, samotnością.
 

 
Mamy wszystko i nie mamy nic…
Wczoraj informacja o zmianie kierownika w moim sklepie. Chociaż to błaha informacja w porównaniu do dzisiejszych wiadomości, niemniej jednak też dla mnie w jakiś sposób ważna.
Dzisiaj wiadomość o 2 pogrzebach w rodzinie. Jednego dnia jest idealnie, mamy wszystko, dom, rodzinę, zdrowie, pieniądze i przyjaciół. Następnego nie mamy nic, leżymy w grobie.
Moja siostra cioteczna, mój autorytet. Doktorat obroniony na uczelni, wykładowca. Mąż, dwójka dzieci, własny domek z bali. Idealnie. Parę lat temu wracała w rodzinne strony na święta, ból głowy, migrena? Jednak nie. Wykryli w jej głowie glejaka. Wikipedia na ten temat pisze tak: „Glejaki – grupa nowotworów ośrodkowego układu nerwowego wywodzących się z komórek glejowych (stanowiących zrąb tkanki nerwowej i pełniącej wobec neuronów funkcje podporowe, odżywcze oraz naprawcze).” Dla niej, dla rodziny to walka o życie. Dwie operacje w odstępie około dwóch tygodni. Chemia, naświetlanie, znowu chemia itd. Ponad rok temu jest już ok.- wyzdrowiała. Włosy odrosły, szczęście na twarzy wróciło, jest dobrze. Nowa osoba, zero śladu po chorobie. Jednak bomba w głowie tyka i tyka. W przeciągu roku jest coraz gorzej, przygotowanie maski chroniącej twarz i naświetlanie. Lekarze nie dają szans. Nowotwór już tak postąpił, że nie może otworzyć oczu, nic powiedzieć… Niby wszyscy wiedzieli, że umrze, jednak każdy wierzył, każdy miał nadzieję na cud… Został mąż i dwójka małych dzieci i rodzina w rozpaczy. Widocznie tak miało być, ale dlaczego jest tak smutno i tak ciężko w to uwierzyć?
 

 
Jako mocne postanowienie zadaję sobie- zaprzestanie patrzenia wstecz. Szlaban na myśli o jakimkolwiek byłym, czy nie udanym związku/ nie związku.

Kolejna rzecz to życie tu i teraz, bez zbędnych analiz co będzie za tydzień, dwa czy za miesiąc. Planowanie jest ok, ale nie planowanie wszystkiego od A do Z.

No i przyszłość. No, bo o przyszłości muszę trochę myśleć, ale o tej związanej z moim życiem zawodowym i rozwojowym Na małe wytłumaczenie samej sobie
Chodzi mi o to, że znów dziś mnie "dopadł" Karol i pytał się o moje plany życiowe xD Myślę sobie: chłopie ja plany mam zawsze. Ale mówię mu, że od naszej ostatniej rozmowy to się nic nie zmieniło. Pracuję na tym stanowisku na którym jestem, a plany moimi planami. No to mi mówi że muszę się określić w czasie, dla swojego dobra Akurat wiem co jest dla mnie dobre i jak ja mam to zrobić. Chociaż ma trochę racji, nie określam się w czasie. Nie robię sobie tzw. deadline i to chyba mój błąd. Więc zadał mi na na mój urlop przemyśleć sobie i stworzyć plan, kurs języka angielskiego, prawo jazdy i kursy związane z ogrzewnictwem Nie lubię jak mi się coś narzuca, bo się zniechęcam, ale dobrze dobrze, wiem że to dla mojego dobra i w moim interesie. No zobaczymy co to z tego wyjdzie Jak to mówi moja siostra: Ja doradców nie potrzebuję, ale posłuchać mogę co tam ktoś mądrego powie

Nareszcie jutro wolne! Jakieś osłabienie mnie chyba dopada, wczoraj źle się czułam, gardło, kaszel, gorączka. Wróciłam z pracy i spałam do rana. Dzisiaj lepiej. Znalazłam sobie zajęcie to moment ozdrowiałam i się lepiej poczułam. A tak serio, to chyba po prostu potrzebowałam snu. Nie pamiętam kiedy ostatnio pospałam bez budzika. Jutro więc śpię do oporu Należy mi się a co
Plan na jutro:
1. Odświeżenie garderoby, nowe zdjęcia- nowe zestawy. Segregacja na best zestawy i te mniej best
2. Sprzątanie mieszkania, dość mieszkania w małym chlewku.
3. Notatki praca, ogarnąć chociaż z 15 stron- ambitnie, ale dam radę.
4. Stworzyć plan na ten i następny urlopowy tydzień.
5. Umówić się na jazdy i zadzwonić do braciszka, w końcu kierowca by się przydał
6. Coś dla duszy i ciała- malowanie paznokci, doprowadzenie mojej twarzy do porządku i długi prysznic

 

 
Jakoś tak się wszystko komplikuje, jakoś tak wszystko jest nie tak jak trzeba…

To, że nie jest tak jakbym chciała, no przecież można się już przyzwyczaić. Ale, żeby od razu aż tak pod górę? Wczoraj byłam na urodzinach Hani, dzisiaj Gosia mi napisała, że babcia jej umarła… Wczoraj radości- dzisiaj smutki. Skoki emocjonalne, normalny by nie wytrzymał.

Iza mi powiedziała, że jakaś laska do niej pisała, że Małolat się przestał do niej odzywać i czy nie wie czemu. Ekstra. Jak cios w serce, dech zapiera.

Jest mi przygnębiająco smutno. Przynajmniej jestem zdrowa- światełko w tunelu.

W pokoju mam taki syf, że już się nie da wejść, dosłownie. Musze się za to zabrać, ciągle coś muszę, ciągle się do czegoś zmuszam. Jestem zmęczona, niewyspana i jak widać marudna. Wstaję rano do pracy, z myślą, że jak tylko wrócę idę spać, cóż za ciekawe życie, płakać mi się chce, ale sama już nie wiem z jakiego powodu. Czuję się strasznie samotnie i pusto.

Jakoś dam radę, jakoś to będzie. Na razie nie widzę lepszego wyjścia, ale się pojawi. ‘Jakoś’ przemieni się w ‘lepsze’, to na pewno.
 

 
Mam chwilę na pisanie przed pracą. Wyjątkowo dzisiaj mam na 15tą, bo muszę zostać być może do północy, czas przebudowy, ale niech będzie. Kolejny raz się poświęcę, ale powiedziałam sobie, że przestanę się interesować innymi, będę robić swoje. To w sumie tyle jeśli chodzi o pracę. Mogłabym się co prawda rozpisywać w nieskończoność na ten temat, bo sporo się wydarzyło, ale najzwyczajniej w świecie nie mam na to ochoty. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

20 dni temu dodałam ostatni wpis, no ale cóż. Jakoś nie miałam chęci roztrząsania tego co się wydarzyło. Nie mam chęci na to nadal, więc pokrótce streszczę co się stało i ruszę do przodu dalej. Co do Małolata- sytuacja kompletnie dla mnie nie jasna i niezrozumiała… ale co ja tam wiem o życiu… Iza mi napisała, że widział się z ich mamą i powiedział, że na Sylwestra idzie z inną, nawet pokazał jej jak dzwonię i się zaśmiał i oczywiście nie odebrał. Co za upokorzenie… brrr. Później jak się dowiedział o wszystkim, napisał, że Iza kłamie, że to było w żartach, żeby mama się odczepiła, bo ciągle wypytywała o mnie. Nie odpisałam. Traf jednak chciał, że byłam u Izy i o zgrozo On też się pojawił. Chciał wyjść na spacer pogadać. Nie poszłam, powiedział że następnego dnia mi wszystko wyjaśni. Rzecz prosta i jasna- nie odezwał się. Niestety po raz kolejny zamącił mi w głowie, że może jednak nie do końca było tak jak to zostało przedstawione. Głupia ja. Sylwestra spędziłam jak rok temu- sama. Nie roztrząsam jednak tego tematu. Podkusiło mnie żeby do niego napisać, ze dwa tygodnie temu? No coś koło tego, napisałam czy mam rozumieć, że tyle miał mi do powiedzenia w temacie. No bo przecież to jakieś żarty… tak się niczego nie załatwia. Odpisał o dziwo… że oczywiście że nie, ale ciężko mu sięga to zabrać bo wie że zawalił. Ale że to nie tematy na rozpisywanie się na facebooku, więc temat uciął, popisaliśmy o wszystkim i o niczym i w zasadzie tyle. Do tej pory cisza, także jednak temat tak został zakończony.

Hit nr 2. Kto do mnie zadzwonił następnego dnia jak się dowiedziałam o tej cudownej wiadomości od Izy? Grzesiek! To naprawdę jakaś czarownica! Z tym, że byłam z dziewczynami, za bardzo też nie miałam ochoty z nim pogadać, więc powiedział, że zadzwoni innym razem. Na razie cisza. Chociaż czuję, że niedługo się odezwie. Nawet ostatnio o nim myślałam, że w zasadzie mogłabym się z nim spotkać, zobaczyć jak wygląda, co u niego słychać. Ale spotkać w normalnych warunkach, nie w nocy, w aucie i jak jakiś zbieg. Sytuacja nie do wykonania.

Hit nr 3. Miesiąc byłych ;] Odezwał się też Marcin, ale w tym przypadku akurat bardzo miło i sympatycznie słodził mi jak nie wiem w ogóle śmiesznie się pisało No i umówiliśmy się na ten weekend na piwo, zobaczymy czy spotkanie dojdzie do skutku. Nie ma się co podniecać. Żartowałam pewnie, że się podniecam i nie mogę się doczekać, nic na to nie poradzę, taka zryta bania

Aha, no i ostatnia historia z facetem? Chłopakiem? W roli głównej. Chodzi o Tomka, tutaj pewnie nowość, bo jakoś za specjalnie o nim nie pisałam, w zasadzie nie ma o czym. Poznałam go jeszcze jak byłam w Radomiu, przez badoo. Spotkaliśmy się ze dwa razy, ale od czasu kiedy poznałam Małolata, każdy inny zszedł na drugi plan. Jakiś tam kontakt mieliśmy, ale bez szału. No i jakoś po nowym roku coś się spisaliśmy i przenocowałam go 2 razy u nas na mieszkaniu, oczywiście na kanapie. Aż taki głupek nie jestem żeby się przespać z kim popadnie… Gość oczywiście by chciał, ale nie i już. Nawet jak mnie pocałował, totalnie nic. No nie pociąga mnie wcale, nie wiem czy ze mną coś nie tak czy po prostu nie Jest w porządku, ale nie.

Co do moich planów noworocznych, pewnie że mam super listę stworzoną, ale jeszcze się nie „rozliczyłam” z poprzedniego roku, więc gdzieś to wisi w zawieszeniu. Oczywiście muszę się bardziej zdyscyplinować, ale musiałabym wyrzucić z domu łóżko, kanapę, fotel, telewizor i laptop. Może wtedy by mi się udało uzyskać pełną samodyscyplinę. No to tyle z takich ważniejszych rzeczy.
  • awatar Gość: Noooo już się bałam, ze uciekłaś na dobre i nie wrócisz. Małolat to totalny małolat, do tego dupek. Olej go, bo on ewidentnie ma Cię gdziś i nie poczuwa się nawet do tego, żeby się wytłumaczyć... żenada. Żeby jeszcze był wart tych zabiegów, ale dziewczyno, stać Cię na kogoś, kto nie będzie widział świata poza Tobą i takiego właśnie znajdziesz, tylko daj się zdobywać... to Ty masz być nagrodą za włożony wysiłek i starania, to o Ciebie mają zabiegać i wydzwaniać... i nie mówię, ze masz być chłodka i wywyższać się czy zadzierać nosa - bądź taka jak zawsze, ale utrzymuj dystans dopóki nie uznasz, że warto. Jak już to zrozumiesz to nawet się nie obejrzysz, a będziesz z kimś, kto będzie tego warty i będziesz się śmiała na wspomnienie tych znajomości. Tego Ci życzę i wiem, ze tak będzie, ale musisz sobie zdac sprawę z własnej wartości i zrozumieć, ze byle matoł nie zasługuje, zeby do niego wydzwaniać, wypisywac i wypytywać "czemu?".
  • awatar MorwaOo: Współczuję Ci,ze oni się odezwali Ciężki czas teraz miałaś powinnaś się zrelaksłowach i odpocząć. Cudany wpis Pozdrawiam Cię serdecznie i zapraszam Milego dnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Małolat ma inną. To by było na tyle tej dziwnej półrocznej historii. nic dodać, nic ująć.
 

 
Wieczór wigilijny, dawno po kolacji. Będę w tym roku Grinczem w damskiej wersji. Postanawiam zatem się już nigdy nie zakochać, czy byłam/ jestem zakochana w Małolacie? Nie wiem. Oczywiście uparcie milczy, byłam miła, słałam miłe smsy, dzwoniłam- nie odbierał. Zatem od dzisiaj urządzam sobie szlaban na jakikolwiek kontakt. Szkoda, bo zamówiłam płyty dla niego na prezent, które z resztą nie przyszły na czas i utknęły na magazynie dhl do 30 grudnia. Myślę, że z racji tego, że muszę iść do pracy 27, 28 albo 29 zrobię sobie wolne i pojadę to odebrać. Albo dam Izie, albo zatrzymam dla siebie. W końcu zasłużyłam na niezliczoną ilość prezentów w tym roku. Jak w każdym.
Postanawiam od dzisiaj się nie zakochiwać, nie liczyć na facetów i nie oczekiwać od nich nic. Mają być dla mnie powietrzem. Zawsze sobie radzę sama, a lepiej na tym wychodzę gdy moja podświadomość nie ma na kim polegać. Wtedy wszystko jest tak zaplanowane jak trzeba, a pretensje mogę mieć jedynie dla siebie, bez zbędnego roczarowania.
Aha no i poza tym przestaję się przejmować losem każdej innej osoby i tak każdy ma gorzej więc niech sobie radzą. Ja tam ze swoimi problemami radzę sobie sama, na tyle na ile potrafię i jakoś żyję i funkcjonuję.
Podpisano: GRINCZ (mam gdzieś jak to się pisze)

Przeżyć tylko jutrzejszą wizytę gości i ich złotych myśli i pytań typu: gdzie Twój kawaler? A jakim autem jeździ? A ile zarabia? I jak tam w Warszawie? I będzie dobrze. Człowiek po świętach wróci powoli do normalności.

Co do Sylwestra, swojego podejścia nie zmieniłam. Nienawidzę tego, że tak powiem- eventu. Naprawdę mam ochotę iść spać i tyle. Dwa ostatnie z rzędu płakałam i tak witałam Nowy Rok, obym po raz trzeci tego nie robiła. Ani nie mam ochoty spędzać go w Warszawie, ani w Radomiu, ani nigdzie. W domu, normalnie iść spać, przecież to normalny dzień. O! albo założyć ładną pluszową piżamkę, otworzyć butelkę wina, poczynić plany noworoczne i ewentualnie obejrzeć Sex w wielkim mieście albo Dziennik Bridget Jones. Przecież to plan idealny. Szkoda, że nie mieszkam sama, nie było by z tym problemu.

See ya…
 

 
Dzień przed Wigilią i nastroje nieświąteczne. Zdziwiona raczej nie jestem, no bo tak jest co rok, ale z drugiej strony co rok myślę, że będzie inaczej. Jest tak samo...
1. Michał spada coraz niżej… lada moment sięgnie dna… nikogo się nie boi. Nikogo nie słucha. Nie pomaga krzyk, nie pomaga płacz, nie pomaga rozmowa. Nie pomaga nic, ani nikt. Ciągle pije, 24 lata. Smutno patrzeć.
2. Tata jest nie lepszy. Może nie do końca zalany, ale jednak pijany.
3. Michał zalany, ojciec pijany = krzyki, wrzaski i nic więcej. Gdzie zatem wyciszenie? Gdzie zatem bilans roku? Co się udało? Co się nie udało? Co mogło być lepsze?
4. Małolat milczy, prawdopodobnie powrócił, bo dzisiaj normalny sygnał telefonu. Zatem jest w Polsce, ale nie znaczy to że się odezwie. No nic, czekam. Nie spodziewam się, że przyjedzie, skoro nie odczytuje wiadomości.
5. Dzwonili z pracy, we wtorek zaraz po świętach mam do pracy- na 70. Miałam mieć wolne.
6. Prezent dla Małolata nieodebrany. Trafił sportem do dhl. Odbiorę go po świętach. Jeszcze nie wiem kiedy, bo codziennie pracuję. Odebrać musze osobiście.
7. Chciałam wszystko ogarnąć z wyprzedzeniem. Spokojne zakupy prezentowe. Spokojne SPA dla swojego ciała. Ładne paznokcie, gotowa garderoba. Porządek w pokoju. Rzeczywistość: większość zakupów na wariata, to co zwykle, czyli ciuchy. Jakby miał ktoś poznać pod dłoniach ile mam lat, nie widząc mojej twarzy, stwierdziliby, że dawno 40-atka za mną i pracuję fizycznie w skrajnie zimnych warunkach. Długość każdego paznokcie przypomina falę. Nie sądziłam że można złamać paznokieć, którego już nie ma. Można. Garderoba zebrana na szybko, niby według wytycznych, ale pakowana w takim pośpiechu bez ponownego przemyślenia, że na pewno czegoś nie wzięłam. Porządek w pokoju- poprawny. Nie zaglądam do szaf. Nie ma sensu.
8. Gosia dalej w rozsypce emocjonalnej, chociaż mam wrażenie, że jest troszkę lepiej. Mam nadzieję, chociaż nie podoba mi się to, że cały czas chce się z Nim spotkać. To nie fair w stosunku do jej męża. Tak uważam, zdania nie zmienię. Zdrada to zdrada w każdej możliwej postaci. Jest nie do przyjęcia.
9. Natalia pojechała do Austrii, spędzi święta z rodziną. Mam nadzieję, że będzie je dobrze wspominać. Co z Ernestem w jej oczach nie wiem. Zobaczymy.
10. Iza, będzie problem z zajściem w ciążę. Bardzo mi przykro. Mam jednak nadzieję, że doczeka się dzidziusia. Nikt chyba nie pragnie tego bardziej niż ona. Tak właśnie ostatnio myślałam, żeby iść do kościoła. Szkoda, że skończyło się tylko na myśleniu. Nieważne. Myślałam o tym, żeby zacząć się modlić. W trzech intencjach: za Michała, żeby się opamiętał; za Jolę; za Izę i jej dzidziusia.

Wniosek nasuwa się jeden święta przeciwne do tych, których bym chciała. Może kiedyś będzie tak jak chcę. Może za rok przeczytam wcześniej to co teraz napisałam i będę mądrzejsza. No dobra- będę mądrzejsza na pewno. Przecież uczę się na swoich błędach.

Będzie już tych patetycznych rozmyślań. Czas coś zrobić pożytecznego
 

 
Zanim się dobrze zabrałam za pisanie już mnie głowa rozbolała
Dzisiaj na głównym planie- życiowe rozkminy. Pewnie dlatego, że Karol wziął mnie na rozmowę. W sumie to powinnam się cieszyć, powiedział że radzę sobie ze wszystkich najlepiej i on wie, że może na mnie liczyć. No raczej. Dałam ostatnio z siebie wszystko. Miło, że to docenił Ale mówił też o tym, że powinniśmy pracować jako zespół, a na razie każdy działa indywidualnie. Z tym, że ja nie wiem i nie umiem z nimi pracować, bo oni nie pracują, albo się oglądają jedno na drugie, albo palą Frana że nie wiedzą o co chodzi. No nic, ale na razie Karol nie musi tego wiedzieć.

Czas się wziąć za siebie, na razie cele na Nowy Rok sobie daruję, trzeba podsumować kończący się rok żeby wystartować z nowym. Chociaż kalendarz już kupiłam A tak całkiem poważnie, najwyższy czas się wziąć za siebie. W środę zadzwonię, a jak nie to napiszę do D. może znajdzie czas żeby mnie zawieźć do domu? No może, muszę się dowiedzieć, czy będzie u siebie w domu na Wigilii, mam nadzieję, że tak, nie mniej jednak nie zaszkodzi żeby go zaprosić do mnie. Nie wyobrażam sobie żeby miał siedzieć sam. Chociaż moja rodzinna wigilia daleko odbiega od normalnej, ale liczy się to że nie jest się samemu. Mam nadzieję, że w końcu małymi kroczkami się otworzy do mnie, chociaż żeby próbował.



Ale dobra na razie temat mój. Muszę się ogarnąć naprawdę, bo po prostu czuję się źle sama ze sobą, może nie tyle źle co jestem nieszczęśliwa. Planuję, nie wykonuję, odkładam, a później biegnę. Nie mogę tak żyć. Tak się nie da. Chciałabym wiele, bardzo dużo, a nie potrafię się zmobilizować, zacisnąć pasa i dążyć do celu. Teraz wiem jedno, chcę próbować, aż do skutku. Spróbuję jutrzejszy dzień zaplanować od A do Z. obym podołała.

Walczę z sennością na ten moment, ale dam sobie radę.

Jak jeszcze raz odświeżę facebooka to sobie lutnę, naprawdę.

Biorę się za plan na jutro ;]
 

 
Zrobiłam sobie czterodniowe wolne. Czas wizytacji w pracy mam za sobą, na reszcie. Ale w sumie nie chciałam zaczynać od pracy.
Zaczynam natomiast od Małolata.
W czwartek po południu przyjechała Iza, bo wieczorem, a w zasadzie w nocy Ernest z Natalią mieli jechać do Rdm, miałam się z nimi zabrać do niej, a ona wykorzystując okazję na możliwość przewiezienia zakupów z Ikei przyjechała wcześniej. Hmm, cóż za proste wyjaśnienie
Cały piątek niemal spędziłam z Izabelą, 15:25 miałam wykupiony bilet powrotny do Wwa… ponad godzinne czekanie- autobus nie przyjechał. Zatrzepało mnie z zimna…, okazało się, że za Kielcami był wypadek i mój docelowy autobus dopiero wyjechał… czyli kolejne niemal dwie godziny czekania. Dzwonie do Izy, czy mogłaby przyjechać, bo zamarzłam. Przyjechała i w sumie było mi już tak zimno, że mi wszystko jedno było czy wrócę w piątek, czy nie wrócę wcale. O 18-tej była msza za jej dziadka, więc poszłam z nią. I o dziwo kogo spotkałam po mszy? D., nie powiem ucieszył się, przywitał, ale jak to on zawirowany, bo jedzie gdzieś, bo coś tam, że odwiezie ciotkę i zadzwoni. Rzecz jasna później to ja zadzwoniłam, zaczął marudzić, że chory, że nie powinien w ogóle z domu wychodzić, że coś tam, o dziwo jednak posłuchał i przyjechał do Izy. Oczywiście wcześniej już postanowiłam, że zostaje- proste. Jak go zobaczyłam, to nie było innej opcji Oj Katarzyna, Katarzyna.
Przyjechał, no pogadałam mu, że nie może się nie odzywać, że ja chce mu pomóc jak jest taka potrzeba, że w niego wierzę i że jakbym go chciała skreślić to bym już dawno to zrobiła i że dopóki w niego wierzę, żeby to wykorzystał. Po licznych próbach zmiany tematu, stwierdził, że domyśla się że nie w porządku się zachował, ale mu było głupio później się odezwać itd. Że wszyscy myślą, że to jego wina zawsze jest za wszystko i że ja też tak myślę. No jak to? Wcale tak nie myślę, tylko żeby dał sobie pomóc, a nie odcinał się jak coś się dzieje, że ja tak nie chce. Pogadaliśmy z trudem naprawdę, tak uciekał od tematu jakby się bał nie wiem czego, wewnętrzny opór czy co? Nie mam pojęcia. Jak wróci za parę dni ma się już odzywać, przynajmniej spróbować.
Wiem, że parę dni temu już go skreśliłam, ale naprawdę mi się go szkoda zrobiło. I naprawdę mi na nim zależy. Całe życie działał sam dla siebie, sam się o siebie tak naprawdę troszczył, to że podejmował i może podejmuje cały czas złe decyzje, też nie pomagają. Rozumiem, że rodzice w końcu powiedzieli dość, ale żeby tak od razu skreślać dziecko? To mnie zastanawia, nie wiem może ja jestem jakaś dziwna, nie potrafię ludzi skreślić, mimo że wyrządzili mi jakąś krzywdę, no nie umiem. Nie uważam z resztą, że to jest złe. Cały czas się zastanawiam jak do niego dotrzeć, jak nauczyć go rozmawiać, może w końcu mi się uda…

Teraz mogę powrócić do pracy, tzn. tylko tyle, że jutro mam na szóstą Ale szukając plusów, 14:45 kończę pracę. Wcale nie chce mi się tam iść, mam nadzieję, że będzie Karol, ale może w końcu on też sobie wolne zrobił. W sumie dobrze też, że Kaśka będzie, zawsze to dodatkowa osoba. Muszę pomyśleć na temat szkoleń nowych osób. Jakby to ogarnąć.

Jakieś zmęczenie mnie dopadło, dopiero 21, a ja zasypiam przed laptopem. Chociaż patrząc perspektywicznie 4:20 wstaję, to w sumie już powinnam iść spać. Poczekam na Natalkę, bo za niedługo ma być, wykąpię się i naprawdę idę spać, nie ma to jak swoje łóżeczko
 

 
Jak się idealnie wpasowałam w czas

Dzisiaj będzie inaczej, tzn. zgodnie ze słowami kogoś tam:
„Jeśli nie porzucisz przeszłości, ona zniszczy Twoją przyszłość. Żyj tym, co oferuje teraźniejszość, a nie tym, co zabrała przeszłość”

Tak właśnie zrobię. Nie będę dodawać wpisów z przeszłości i ciągle się do niej cofać, wszystko będzie na bieżąco. Dokonam tylko podsumowania listopada w skrócie, co by wszystko miało jakiś tam sens i ruszę do przodu. Muszę ruszyć do przodu, dwa rozczarowania miłosne w tym roku to jednak za dużo…

No więc tak, druga połowa października to w zasadzie obserwacja tego co dzieje się w pracy, czyli rozpoczęcia rywalizacji między sobą i marudzenia jak to jest źle, gadanie jedno na drugie itd. Jeśli chodzi o Małolata to z grubsza wersja: przyjedzie/ nie przyjedzie, odezwie się/ nie odezwie i tak co chwila. Kolejna sprawa to kierowanie moją przyszłością, moim życiem każdego z wyjątkiem mnie.
„Obecny tydzień mogę spokojnie nazwać tygodniem „nauki życia”, a dlaczego? Bo mam wrażenie, że wszyscy wokół mówią mi jak mam żyć… Wczoraj był to Karol, że nie samą pracą powinnam się zajmować, że powinnam próbować nowych rzeczy, wychodzić z domu itd. Dzisiaj dla odmiany jest to najpierw Gosia, która mi napisała, że faceci się mnie boją, że lepiej nie mówić nic o sobie, nie mówić, że jestem kierownikiem, ani że sobie zawsze poradzę. Haha no serio? To może jeszcze mam udawać lekko upośledzoną i ociemniałą istotę? Bez przesady. To, że wiem czego chcę od życia i to że sama wszystko osiągnęłam to nie wada, tylko moja ciężka praca i dostrzeganie swoich niedoskonałości. Nie mam zamiaru udawać kogoś innego.”

Początek listopada i znów ten sam temat Małolata wzloty, czyli wspólny czas i upadki, czyli jego brak, brak kontaktu itd. Odezwał się też Grzesiek, po co? Nie wiem? Denerwuje mnie ten gość, ma narzeczoną, a takie rzeczy gada, aż żal słuchać. Mam w dupie tą laskę, ale to nie w porządku, mimo wszystko.

„Jestem zmęczony, szefie. Zmęczony wędrówką, samotnie jak jaskółka w deszczu. Zmęczony tym, że nigdy nie miałem przyjaciela, żeby powiedział mi skąd, gdzie i dlaczego idziemy. Głównie zmęczony tym, jacy ludzie są dla siebie. Zmęczony jestem bólem na świecie, który czuję i słyszę… Codziennie… Za dużo tego. To tak, jakbym miał w głowie kawałki szkła. Przez cały czas.”

"Tacy właśnie są faceci. Starasz się, dogadzasz, gotujesz, sprzątasz, pierzesz, nie masz pretensji kiedy chce wyjść z kolegami, czy jak pije z kolegami. Tego nie doceniają, szybko się nudzą i szukają innych wrażeń, szukają tych jednorazowych pustych lasek, które się cieszą jak dostaną drinka, albo jak zrobią komuś loda, które się wpierdalają w czyjeś życie w tych pięknych szpileczkach. Budzi się później przy takiej i stwierdza wspaniałomyślnie, że źle zrobił, o jak źle zrobił… Szkoda, że nie ma już obiadków, porządku w domu i tej która cały czas była. To co dobre się skończyło, ale Ty chłopcze obudziłeś się z ręką w nocniku." Ot taka luźna dygresja listopadowa.

"Mam dość już ogarniania czyjegoś życia. Nic nie rozumiem, naprawdę nie pasuję do tego świata, do ludzi, którzy mnie otaczają lub do ludzi którym nie mogę pomóc. Ci dobrzy i wielcy dostają po dupie, Ci źli i nędzni dostają to czego chcą. Dlaczego tak jest, dlaczego nic nie może pójść łatwo, dlaczego zawsze z takim trudem?"

"Miesiąc zakończę pozytywnie, gdyż nastał dzień kiedy zdałam Państwowy Egzamin Teoretyczny 72/74 punkty. Jestem Kozak "

No i jestem na bieżąco
 

 
Pierwsza nocka za mną, nie było źle, ale dobrze też wcale. Ci nasi sprzedawcy są tacy wolni, i jeszcze tak wiele rzeczy nieogarnianą, że to wszystko się tak w czasie odwleka… No nic, dzisiaj będę kończyć resztę. Jutro ta M., jeszcze mam zostać po nocce do 10-12, mam nadzieję, że dam radę. W poniedziałek na 60 i mega ważny dzień WIZYTACJA. Mogłoby już to się skończyć, człowiek by wrócił do normy, bo naprawdę ducha można wyzionąć.

Tematu Małolata nawet nie poruszam, szkoda gadać, nie odczytuje wiadomości na fejsie, nie odpisuje, nie odbiera telefonów. Nie to nie, chciałam żeby było dobrze, ale on widocznie nie chce, to sama nic nie poradzę. Koniec tematu.

Taki ładny śnieg był jeszcze tydzień temu, a teraz, szaro, buro i ponuro. Robię sobie kawę i biorę się za jakieś zajęcie. Musze powoli ogarnąć kalendarz.
 

 
A chwilę popiszę, bo zaraz zawijam spać.
Sprawa pierwsza- Małolat. Ale krótko, bo mi się nawet nie chce tego roztrząsać i analizować, już sama nie wiem co czuję, czy mam nadzieję, czy daję sobie spokój. A no miał przyjechać, przynajmniej tak twierdził w sobotę „na pewno przyjadę w środę”, ale się nie odzywa i nie przyjechał rzecz jasna. W dupie mnie ma, więc ja też go muszę mieć. Jak to sobie często powtarzam jak tylko jedno chce to i tak nic z tego nie będzie. Choćbym nie wiem jak bardzo się starała.

Sprawa druga to praca. Tutaj to już w ogóle masakra, mój ostatni wolny dzień to piątek i na razie przynajmniej do wtorku następnego się nie zanosi żebym jakieś wolne miała. Nie mam sił, jestem przemęczona, sfrustrowana i mam wszystkiego dość. Szczególnie ludzi, a Melanie doprowadza mnie do szału, dosłownie. Do tego ten przyjebany AT i ŁF. Komplet jak siemasz.
Dobra będzie tego pisania, bo padam na mordę. Dobrze, że jutro to zamknięcie, przynajmniej w miarę się wyśpię… Wszystko inne mi na tą chwilę obojętne.
 

 
No patrzcie grudzień się zaczął i to już czwarty Z czego tu się cieszyć? W sumie to dzisiaj planowałam sobie miesiąc, ten ostatni w tym roku i zaplanowałam podsumowanie roku pamiętnikowego. Podzieliłam go na 3 etapy i jestem jakaś taka podekscytowana, ale podeszłam do tego very smart, bo najchętniej to już bym wzięła i zaczęła to robić i pewnie ze dwa miesiące bym przebiła i by mi się znudziło, a tak to sobie poczekam, ochłonę i dopiero będę analizować co to mi się przytrafiło
A na razie o tym co przytrafiło mi się teraz

To może najpierw od Marcina. Tak właśnie od Marcina. W piątek do mnie napisał. Znowu. Ha! Tak właśnie patrzę i równo miesiąc temu pisał hehe ;] No i o czym to pisaliśmy? A no standardowo o wszystkim i o niczym, ale… Właśnie ale tym razem to nie wiem czy ja sobie może wkręciłam, czy rzeczywiście można wyczuć jakieś wspomnienia- tęsknoty… Pisałam z Gosią, na ważne życiowe tematy więc chwilowo kazałam mu poczekać. Tak Katarzyno nie poznaję Cie, każesz facetowi poczekać aż mu odpiszesz, bo koleżanka jest ważniejsza. Brawo Ty Coś tam popisaliśmy, że jestem roztrzepana, bo rano i dopiero kawę sobie zrobiłam.
M: Nie no Ty ładnie z rana roztrzepana wyglądasz
O kurde, aż mnie trochę przytkało. Jak tam pisał raz na jakiś czas to nawet nie było mowy o jakichś aluzjach czy coś, a tu proszę. Oczywiście musiałam się pochwalić, że zdałam testy
M: No bo już byłem gotowy przyjechać do wawy i Ci furę dać żebyś wracała hah
M: facet jest?
M: Haha zawsze jak gadamy pytam się o to
M: Haha ale interesuje mnie to
Ja: haha czemu Cie to interesuje?
M: A bo ciekawski jestem
M: Interesuje mnie czy w wawie też masz tak wszystko poukładane starannie na półkach
Ja: hehe nie mam półek w pokoju xD
M: To jest ten chłopak czy nie? Jakiś warszawianin?
Ja: hehe Warszawiacy odpadają nie to co Radomiaczki
M: Haha Radomiaki to spoko chłopaki
M: I nie każdy chodzi w dresach
Ja: ach tak są wyjątki nie dresowe
Zapytałam o jego sprawy sercowe, skoro on mnie pyta to czemu ja mam nie zapytać Napisał, że nie ma się czym chwalić że raz lepiej raz gorzej No to pytam czy jest ktoś, to napisał, że sam nie wie. Hmm czyli nie ma No i pisał, że się usunie z facebooka, że tylko z Messenger będzie korzystał, w sumie to nie wiedziałam, że tak można. Za uświadomienie mnie zażyczył sobie dychę Takie żarciki niby
M: Albo kawę tylko tym razem bez nutelli
Ja: haha może być kawa, bez nu telli
M: Też wolę kawę niż czek
Pytał czy już ciotką zostałam, kurde tyle faktów pamięta, że aż się zdziwiłam
M: No to namawiaj siostrę na dzidzie albo sama rób
Ja: No gdzie ja z kim hehe
M: Ty to sexy mamuśka byś była
Ja: czekam na przystojne geny haha
M: No no ;]
Ja: łapiesz się? xD xD xD
M: Hmm nie wiem czy przystojne czy nie czy przeszedłbym jakiś casting hah
Ja: no jesteś jesteś
No i znowu dla mnie brawo- pierwsza zakończyłam rozmowę Chociaż napisałam, że jak będzie chciał na tą kawę to żeby się odzywał, ale pierwsza napisałam, że uciekam to już coś
M: Do usłyszenia i powodzenia pewnie będę pisał
 

 
… na swoim łóżeczku, pod swoją pościelą, na swojej poduszeczce. W sumie to dobrze, że jutro wolne. Psychicznie się może jakoś w ten stan pracy wprowadzę…
Priorytet 1: Spis treści + plan pracy magisterskiej
Priorytet 2: obiad
Priorytet 3: Karta miejska
Priorytet 4: Posprzątać
Priorytet 5: Plan na wtorek.

Do Małolata zadzwoniłam, wiem- nie wytrzymałam, ale nie chciałam mu dokręcać zmartwień moją osobą. Tak przynajmniej to sobie tłumaczę. Kiedyś się nie odzywał, bo miał przyjechać, a oczywiście się nie odezwał wcześniej. Nie przyjechał i bał się odezwać, bał się mnie ;] Także po tym jak mu wysmarowałam wiadomość na fb stwierdziłam, że sam się jednak nie odezwie, bo uzna że już jest skreślony Nie ukrywam, że wczoraj go skreśliłam, ale jak to ja, dzisiaj temat przemyślałam i spuściłam trochę z tonu. W każdym bądź razie odebrał, po długim dzwonieniu… No halo Kasi, no halo, halo. Gadał, że cały czas załatwia sprawę z samochodem i dlatego się nie odzywa, nie ma czasu… No serio, nie ma czasu napisać sms? No ludzie…, ale dobra, mówię mu żeby nie myślał tylko o sobie. Przepraszał, że się zobaczymy w poniedziałek albo we wtorek, ale nie obiecuje itd.
Dobrze, że chociaż żyje i nic mu nie jest. Nie może tak robić, albo ja muszę przestać o nim myśleć. Albo, albo Uspokoiłam się jednak, jakoś to będzie. Będzie dobrze. Wierzę w niego, cały czas.
 

 
Doznałam chwilowego załamania, pobeczałam się, oj zbierało się, zbierało. Powód? Chyba wszystko wokół. Nie chce iść jutro do pracy, ale nie dlatego, że jestem leniwa, że nie chce mi się pracować. Nie chce tam iść, bo nie czuje motywacji, nie chce oglądać tych twarzy, nie chce z nimi rozmawiać, a przepraszam- udawać, że rozmawiam, bo ani ja nie powiem co o nich myślę (tego samego dnia dostałabym wypowiedzenie albo odbyłabym ciężką rozmowę z HR), ani oni nie powiedzą mi co myślą. Przestępujesz próg i przyklejasz na mordę uśmiech, nie masz na to ochoty, boli Cie serce od tej niemocy, ale i tak musisz się uśmiechać, musisz grać w tym cyrku… Wszystko jest jakieś popieprzone, nie jest tak jak być powinno. Nie mam wspaniałej rodziny na którą mogę liczyć, nie mam idealnego faceta, nie mam męża, nie mam dzieci, nie mam swojego domu z ogródkiem, nie mam wakacji, wiele nie umiem, wiele nie wiem. Chciałabym coś zmienić, ale nie mogę. Nie mogę wystartować, wpadłam znowu w ten okropny stan. Jak sama sobie z tym nie poradzę to i tak mi nikt nie pomoże. Ciągle sama, ciągle skazana na siebie, zero oparcia w kimkolwiek.
To jest chore. To wszystko jest jakieś popierdolone. Ogłupieć idzie.
 

 
Oto urlop się kończy… nie tak znowu całkiem, bo jeszcze jak się okazało mam poniedziałek wolny jednak wpadłam już w taki stan depresyjny powrotu do tej strasznej rutyny i samotnego życia, że coś okropnego. Na serio mogłabym się pobeczeć ot tak. Niestety nie mogę, bo trzeci dzień, a w zasadzie wieczór jestem u Natalki. Za chwilę ruszamy na Warszawę… tak bardzo nie chce tam jechać, tak bardzo, bardzo.., ale cóż, na razie nie mam innego wyjścia. Móżdżę od kilkunastu dni nad zmianami i w końcu one nastąpią.
Zapewniam siebie, że nastąpią… Priorytet nr 1 to moje prawko, autentycznie muszę to mocno przyspieszyć i uzyskać swą zupełną niezależność. Priorytet nr 2 to podróż do Tajlandii. Tak, tak, muszę to w końcu zrobić. Zaplanuję sobie wymarzoną podróż ooo tak.
 

 
Już wiem! Już wiem o co w tym wszystkim chodzi, oczywiście w sprawie Małolata. Powszechnie wiadomo, że przeciwieństwa się przyciągają, proste. Więc analizując Małolatowe konwersacje, doszłam do rozkminy następującej. On jest zawsze wesoły, nigdy smutny, zawsze się śmieje, wszystko obraca w żart, albo śmiechy hihy. Dobra przesadziłam, nie w 100 % zawsze, ale w 99%, a ja stara baba zamartwiająca się całym światem i wszystkim co jest możliwe, potrzebuję takiej osoby, aby móc przy niej poczuć taką naturalną radość chwili. O tak, to niezwykle mądre z mojej strony
Powoli następuje ten czas, rozpaczliwego końca urlopu. Nie chce wracać do tej roboty. Nie chce wracać do Warszawy. Chce wrócić do Radomia.

Małolatowe konwersacje:
(…)
Ja: Jadowniki koniec świata, no tak
D: Troszki tak
Ja: Było miastową dziewczynę sobie znaleźć
D: Nie denerwuj mnie
Ja: nie denerwuje Nie dygaj
D: Jeszcze raz tak powiesz to się obrażę!

Jest kilka etapów odczuć. Już wyjaśniam o co chodzi. Jeszcze do dzisiaj myślałam, że mimo wszystko jeszcze gdzieś pojedziemy. No, bo może się dziś wyśpi, może wieczorem pojedziemy, a jak nie dzisiaj to pewnie napisze, że zamiast do Radomia jechać jutro, zabiera mnie w góry tak jak obiecał. Przez cały dzień tak myślałam, w sumie przez wieczór też, do 21:27. Dzwoniłam, nie odebrał, poszłam umyć głowę, w tym czasie napisał:
„Wiem że dzwoniłaś ale serio nie mogę gadać bo jest lipka
Nieważne nie mogę odp. A n nic nie”
Koniec wypowiedzi, no to super. Także góry sobie mogę na zdjęciach pooglądać… Naprawdę jeszcze dzisiaj skrycie miałam jednak nadzieję, że kurwa pojedziemy. Tak chciałam gdzieś pojechać. Minęło 2 tygodnie urlopu i najdalej gdzie wyjechałam to do Kielc… z Michałem na zakupy… zajebiście. Jak zwykle. Przysięgam, że jak będzie 11 listopada, wezmę sobie wolne 10 i 12 i pojadę sama. Wyłączę telefon i posiedzę sobie sama, pierdole wszystkich w sam łeb. Muszę się gdzieś ulotnić, bo zwariuję, naprawdę zwariuję. Nawet nie da się tego określić, jakie ja za każdym razem przeżywam rozczarowanie, staje się to niestety bolesną rutyną… Przestań kobieto tworzyć te scenariusze!
 

 
Tak, Katarzyna szuka motywacji, powoli ją odnajdę. Pogoda jest gorzej niż chujowa, wali deszczem po szybach, zło.

Małolat napisał, że jedzie w góry coś tam zawieźć rodzicom, myślał żeby mnie zabrać, ale tego nie zrobi, bo to niezmiernie męcząca podróż, innym razem. Odpisuje, że może nie być okazji, co masz na myśli? (gówno) nie no nic, jedź ostrożnie.
Jednak chcesz być „fajną laską”, chociaż dzisiaj jest tak fatalna pogoda, że wolałabym żeby jednak mimo wszystko komfortowo jechał, a nie zły, wkurzony czy coś tam. Nie jestem fajną laską, po prostu zamartwianie i rozsądek wygrywa ze złością, to się chyba nazywa dobre serce?
Tak sobie myślę, że jednak mam nierówno pod sufitem. I naprawdę nie wiem czego chcę.

Tak sobie rozmyślam o tym moim Małolacie, no bo chyba już tak mogę mówić. No kurde zachowuje/ zachowywał się tak jakbyśmy byli razem, więc ja to tak będę odbierać, w końcu spaliśmy też razem. Co prawda na tym samym łóżku tylko nic więcej nie było, ale spanie to spanie Dochodzę jednak do wniosku, że On mi się wcale nie podoba, tzn. budowę ma fajną, ładny uśmiech, niebieskie oczy, ale ma taką młodziutką twarz ok., ja też staro nie wyglądam, no ale na serio dzieciak z twarzy. No więc co w nim takiego jest, że chce mi się w to bawić, że chce mi się ryzykować uczuciem? A no nie wiem, ma w sobie coś pociągającego, coś intrygującego co Katarzynę kusi , ma niski głos, jest zabawny, jest wygadany, ma swoje zainteresowania i pasje. Tak, tak pasje: Legia Warszawa, wędkowanie. Nie chodzi konkretnie o te rzeczy, ale o sam fakt, że się tym interesuje, aktywnie uczestniczy.
Co prawda priorytetów życiowych nie umie sobie za grosz zadać, ale w końcu ma 23 lata. Michał ma 24, a jest jeszcze głupszy. No i przede wszystkim tyle nie chleje, albo tak przynajmniej mi się wydaje. Z dotrzymywaniem słowa też bywa różnie, ale chyba w tych ważniejszych kwestiach słowa dotrzymuje. Przez to sama nie wiem jaki kurs na niego obrać. Nawet dzisiejsza wypowiedź, krótka, ale do rozkminki:
D: Dziś czeka mnie ciężka misja
Ja: Jaka?
D: Muszę przejechać z 1000 km
Ja: to gdzie Ty jedziesz??
D: Tam gdzie niebawem będziemy w góry hehe, ale to jadę bo muszę mamie kurtki przywieźć
Ja: no to jedź, niebawem to jadę do Warszawy
D: Spokojnie Kasi spokojnie, jak już to ja Cię zawiozę Także jeszcze zobaczymy czy pojedziesz
Ja: pojadę pojadę, a Ty sam jedziesz?
D: No sam, tak właśnie myślałem żeby Cie wziąć ale to jest ciężka przeprawa, w sensie jeżdżenia od skur
Ja: co to znaczy?
D: Znaczy że będę w domu koło 3 pewnie
Ja: zabierz mnie
D: Oj Kaś następnym razem
Ja: może nie być okazji
D: Co masz na myśli
Ja: nie no nic, jedź ostrożnie
Teraz pytanie, pojedziemy w te góry? Czy w dupe pojedziemy? Ale nie ma co na zapas analizować, jak się nic nie zmieni, w piątek jadę do Rdm, mama mnie zawiezie do Gosi, spotkamy się u niej z Natalką, posiedzimy, pogadamy, przenocują mnie, a w sobotę pojadę do Warszawy. Jeśli nie będzie padać w niedzielę, mam ambitny plan coś zwiedzić warszawskiego. Alternatywa jest, więc będzie ok.

Niby mam w dupie Grześka, ale tak się zastanawiam, czy zadzwoni dzisiaj, bo coś tam ostatnio pieprzył, że przyjedzie w środę jak wróci z delegacji czy coś tam. Nie chciałabym się z nim spotkać, na pewno nie nocą. Z resztą w ogóle nie chce się z nim spotkać, nie odczuwam takiej potrzeby. Nic dla mnie nie znaczy. Muszę się zatem trzymać tego, że są zasady, których nie złamię, brzydzę się zdradą, wzbudza we mnie pogardę itd., więc sama też tego nie robię. Proste.